Oglądasz posty wyszukane dla hasła: JAK NAPISAC ZAMOWIENIE





Temat: Trzy minuty na przyjęcie unijnych wniosków
Gość portalu: Czytelnik napisał(a):

> MOżna się zgadzać lub nie z tymi argumentami.
>
> Ja się nie zgadzam i to nie tylko dlatego, że pracuję w urzędzie.
> Proszę uczciwie napisać jakie zasady obowiązują w komitetach
> kolejkowych ? Firmy ochroniarskie ? studenci kolejkowicze ? panowie
> z grubymi karkami ?. Jakie szanse w kolejce pod DIP (alternatywa dla
> rejestratora) ma niepełnosprawny przedsiębiorca ze Zgorzelca albo
> Bystrzycy Kłodzkiej w porównaniu do przedsiębiorcy z Wrocławia ?
> Z jakim wyprzedzeniem trzeba by się ustawić w kolejce żeby złożyć
> wniosek ?
>

Człowieku, to co robicie, to nie jest sprzedaż mebli, czy waty cukrowej, gdzie sprzedawca może sobie założyć, że sprzedaje tylko rudym, albo tylko beznogim ze Zgorzelca i wypiąć się na resztę. Udzielacie środków publicznych, których udzielanie ma obowiązek spełniać kilka warunków, z których najistotniejszym jest równy i powszechny dostęp tych, którzy mają prawo ubiegać się o dane dofinansowanie.
Jak nie rozumiecie tego warunku, to mogę na przykładzie: nie oznacza to, że KAŻDY chętny ma dostać, albo że każdy producent waty cukrowej ma mieć prawo składać wniosek na ocieplenie szkoły podstawowej, ale jedynie tyle, że każdy, kto kwalifikuje się przedmiotowo i podmiotowo MUSI mieć prawo w przypadku przygotowania dobrego wniosku aplikacyjnego w pierwszym dniu naboru przynajmniej do PRZEJŚCIA OCENY FORMALNEJ. A wy macie zasrany obowiązek zatrudnić tylu pracowników bądź asesorów, którzy te wniosku sprawdzą. Mogą sobie sprawdzać nawet dłużej niż 30 dni, bo nikt jeszcze procesu o za długie sprawdzanie nie wygrał i nie wygra.
Analogicznie jak z zamówieniami publicznymi. Jak wyznaczysz czterogodzinny niezgodny z ustawą czas od ogłoszenia do składania ofert, w dodatku wyznaczając specjalny program do ich składania, o czym oferent może przekonać się dopiero po nieprzyjęciu oceny, to FAKT, że wszyscy mieli równe szanse (mieli tak samo trudno) i że mogli sobie testować rejestrator ofert przez jakąś chwilę NIE MA NAJMNIEJSZEGO ZNACZENIA. Takie zamówienie jest nieważne. Niezależnie od tego, że wszyscy mieli równo małe szanse i wiedzieli o zasadach.

Ale w kwestii unieważnienia naboru to inny czynnik jest ważniejszy: tryb naboru, aby był ważny musi przejść pewną procedurę, której nie przeszedł. Oczywiście, że ci nie napiszę o którą część chodzi, ale wystarczy wypisać całą procedurę i od razu zauważysz, czego nie zrobiliście.

Poza tym: wyjaśnij mi dlaczego w poprzednim okresie programowania jakoś możliwe było prowadzenie naboru przez 3 tygodnie, a teraz nie było możliwe nawet jeden dzień? Dlaczego w KAŻDYM INNYM WOJEWÓDZTWIE: mniejszym czy większym od naszego każdy przedsiębiorca, który przygotował wniosek na pierwszy dzień naboru, miał go rozpatrzonego.

Wyjaśnij mi w końcu, kto opracował system naboru, w którym czarno na białym było napisane, że wnioski złożone internetowo pierwszego dnia będą przyjęte, a dopiero na koniec dnia będzie sprawdzane, czy przekroczyły alokację. A potem ten system zmienił w wyniku wady umysłowej pewnej osoby? Przecież pierwotny system opracowany przez twój urząd zapobiegał jakimkolwiek kolejkom, więc po co piszesz o jakichś kolejkach?

> Poza tym rejestracja działała poprawnie na wszystkich
> przeglądarkach. Dowodem jest liczba złożonych wniosków w tak krótkim
> czasie.

To nieprawda, że rejestrator rejestrował tylko wnioski osób o nazwiskach na literę od A do L. Dowodem jest to, że złożono aż 300 wniosków. :D (to nic, że 90% na literę od A do L)

To jest właśnie wasz poziom argumentacji. Nieprawda, że nie działało na IE, bo przecież złożono 300 wniosków (50 w IE, 250 w firefoksie). Żenada.
Macie obowiązek udowodnić (tak - wy macie), że każdy miał równe szanse na złożenie wniosku niezależnie od rasy i przeglądarki. Równych szans nie było. A może wy chcecie zostać pierwszym w historii Polski urzędem, który dyskryminuje produkty Microsoftu na rzecz wolnego oprogramowania? :D Do tej pory było tylko odwrotnie.

> W okresie kilku dni przed godziną (W) dostępna był rejestrator do
> testowania. Nie zgłaszano zastrzeżeń, że są błędy. Proszę nie robić
> ludzim wody z mózgu.
>
> Pozdrawiam

Ja sobie mogę w domu testować na IE, a w pracy próbować wysłać z FF, albo odwrotnie. To, że nie przetestowałem sprawdzania na innej przeglądarce nie może mi uniemożliwiać starania się o złożenie wniosku. TESTOWAĆ REJESTRATOR MASZ OBOWIĄZEK TY Z KOLEGAMI I WYKONAWCAMI WYŁONIONYMI W PRZETARGU. A nie przedsiębiorca.

Daliście ciała i teraz zbierajcie owoce. Powodzenia.





Temat: W sprawie Pana Brązowego
W sprawie Pana Brązowego
Specjalnie dałem taki tytuł wątku, żeby nie robić reklamy Dawn'owi.

Gość "Szp" napisał:

"Brown jest schematyczny, naiwny i nudny. Jak na książkę do czytania w
pociągu (któremu to gatunkowi absolutnie nie odmawiam racji bytu), jest to
zbyt pretensjonalne".

I o to mi tylko chodziło. Gdzieżeś był jak o tym pisałem?

"...[...] Ale erudycja Browna jest na poziomie wprawionego amerykańskiego
krzyżówkowicza, a z drugiej strony jest dużo słabszym rzemiechą thrillera niż
chociażby Robert Ludlum".

O to mi chodziło. Dokładnie tak jest!

"... Pomysł na tło fabuły „Kodu” jest zerżnięty z „Świętego Graala Świętej
Krwi” [...] Ale przynajmniej jest to tam bzdura w miarę dobrze napisana..., a
wątek spiskowy skonstruowany umiejętnie i dawkowany po trochu. Jest u nich
dużo naiwności, anachronizmów i mistyfikacji, ale chociaż się to przyjemnie
czyta, trzyma w napięciu i stwarza pewne pozory prawdopodobieństwa. Ot, miła
sensacyjna rozrywka".

Zgadza się. Czytałem to kiedyś, nie wszystko, tylko wybrane rozdziały, bo mam
taką przypadłość, że jak "badaczom" za łatwo idzie udawadnianie własnych,
śmiałych tez, to staję się z miejsca podejrzliwy. Faktem jest, że było to
dobrze napisane "dziełko", a i dresczyk był szlachetniejszy od wypocin
Brązowego.

"U Dana Browna cały kosmiczny spisek jest wyłożony prosto z mostu, jak
cepem".

Moje słowa. Zapewniam, że "Szp" nie jest Karolem Mojżeszem.

"Do tego Brown dorzucił jeszcze New Age’owską ideologię Ery Wodnika i walki
matriarchatu z patriarchatem".

Bo to robota na zamówienie. Czuć ten brązowy odór na milę. Niestety, robota
to skopsana. Ale miałem się nie wypowiadać o książce. Cicho sza. Lecz jeszcze
ten jeden wątek poruszę.

"Wyobrażenie Browna o tym czym są symbole w religii i w kulturze, a także
wyobrażenie o pracy badacza symboli jest bardziej naiwne niż w cyklu o „Panu
Samochodziku” przeznaczonym dla 13-latków".

Myślę, że "Samochodzik" powstał z utalentowanego pióra. Nienacki miał silną
osobowość, która wyłazi z kart jego powieści. Poza tym Nienacki podchodził do
historii z powagą i odpowiedzialnością. tak to odbierałem za młodu i nawet
później.

"Ten cały Robert Langdon to ma być profesor Harvardu?! Om jest skrojony na
miarę poziomu intelektualnego wykładowcy szkółki niedzielnej kościoła
scjentologów z Santa Monica".

He, he... dobre. Dla mnie nie jest profesorem. Nawet facetem nie jest. Czy
czytając Pana Samochodzika, mieliśmy go za historyka sztuki? Jak najbardziej!

"Do tego należy dodać, że fabuła „Kodu” jest beznadziejnie przewidywalna i
schematyczna, tak jak ktoś wyżej napisał, jest autoplagiatem z „Aniołów i
Demonów”".

Też to poruszałem. Twierdzę, że Brązowy (ciekawe, skąd ten kolor się
wziął?) "tworzy" swoje gniot wg. recept dla chcących napisać powieść. Moim
zdaniem, jeśli ktoś występuje z odważnymi tezami, musi to podać w strawnym i
smacznym sosie.

"Zaaranżowanie miejsca akcji tj. opis Paryża i Londynu jest na
poziomie przewodnika dla amerykańskich turystów pt. „7 dni w Europie”.
Podsumowując: szkoda czasu i szkoda pieniędzy".

Otóż to! Trochę sie pojeździło po Europie i muszę stwierdzić, że nie czuję
tych miejsc u Brązowego, tych imponderabiliów jakie każde miejsce na Ziemi
rozsiewa w naszej podświadomości. A czasami czytam jakiegoś nieznanego
autora, jak idzie sobie paryską ulicą, i czuję, że jestem tam z nim. Rzym?
Czytając "A i D", męczyłem się morderczo dokładnymi opisami i nic z tego nie
zostało. Tylko ulga, że nie muszę więcej tego czytać.

Pozdrawiam!





Temat: Najpiękniejsze miejsce w Europie (poza Polską) !
Najpiękniejsze miejsce w Europie - do wszystkich:D
Witajcie moi drodzy!

Przepraszam bardzo za cisze w eterze ale zapieprz w pracy w tym
tygodniuprzekroczyl wszystkie normy. Dopiero teraz, w piatek, jest na tyle
cicho zeby spokojnie przegladnac forum i cos napisac. Widze ze utworzyl sie sub-
watek na ktorym planujecie rozne ciekawe wyjazdy w “nadchodzace” wakacje! :)
Fajno, tylko ze z racji oddalenia od was o jakies 20,000 kilometrow czuje sie
troche tak poza nawiasem... :( Ale nic to, kiedys tez tam przyjade z
Antypodow, I tez te wszystkie cuda zobacze!!! (odgrazam sie... :)))

A teraz bedzie do paru ludzi z osobna:

Do Bah’a:

Szwedzkie zdjecia wprawily mnie w podziw i zdumienie – oni rzeczywiscie
zjechali cala Eurpoe w szez i w zdluz!!!! W jaki sposob??? Co z kasa? Co z
czsem? Co z praca??? Tez tak bym chciala... :-) Ale zdjecia sa naprawde warte
obejzenia, niektore przesliczne I bardzo nastrojowe. Ale nie boj sie bah, ja
sie do nich wstydze pisac (bo i czym moglabym im zaimponowac?) wiec dalej z
toba bede korespondowac!!! :)

Napisz obszerniej o twoich planach na Norwegie i na Portugalie – znajomy mowil
mi ze okolice Algarve sa wspaniale!

>> Tak czy inaczej, rydze i maślaki są mniam, mniam !
Nawet bardzo! :))) Zrobilam kiedys rissotto z rydzami, moj facet (i ja tez! :)
zajadal sie ze hej!

>ɲ. Ależ nie trzeba mnie wcale już więcej zachęcać ! Na zamówienie jakiegoś
>>Ministerstwa Turystyki OZ mogę się poświęcić i objechać Australię, Tasmanię,
>>Nową Zelandię, nie mówiąc już o Kiribati, Nauru, czy Polinezji
FRANCUSKIEJ. :)))
Dobra, postaram sie i popytam czy nie potrzebuja wiarygodnej reklamy w Europie,
pisanej przez ‘naocznego’ swiadka (czyli ciebie!:)

>>Przytuliłbym Cię i w środku dnia, ale czy Twój facet to zniesie ? {:-o)))
Poprzytulaj, bedzie mi bardzo milo, a facet zniesie to OK (a nawet jak nie, to
odrobina zazdrosci jeszcze nikomu nie zaszkodzila, zreszta on jest tak malo
zazdrosny... :( :)

PS. Poogladalam sobie jeszcze wiecej zdjec z El Chorro, - zajebiste!!!!

Do Tomaszka:

Mam nadzieje ze przerwa w nadawaniu pozwolila tobie uniknac kłopotow w
robocie? :)

I ty tez napisz cos wiecej o planach na przyszle wakacje…

>>a tak na poważnie - naprawdę wyprawa do Australii to raczej dalszy horyzont,
>>ale wcale nie taki bardzo odległy. Mamy to w planach, choć oczywiście
>>wszystko zależy od kasy. Być może w odleglejszym horyzoncie czasowym również
>>i bah da się namówić.
Bardzo sie ciesze!!! I juz sie nie domagam zebyscie tu przyjezdzali
NATYCHMIAST... :) jezeli moge miec nadzieje ze kiedys to nastapi. Acha,
chcialam jeszcze dodac ze nie nalezy sie zniechecac po przeczytaniu kilku
watkow na tym forum o Australii (byly takie ze OZ to syf, ze nic tam niema tak
naprawde ciekawego – ze wlasciwie to wszystko oprocz rafy mozna i tak zobaczyc
w Europie (!!!), ze polscy studenci w OZ maja same tylko horrorowate przezycia,
itp itd.) Nie wiem jak opowiedziec o urokach tego kontynentu zeby zachecic
ludzi do odwiedzenia – do tej pory wydawalo mnie sie ze jest on tak egzotyczny
ze jest to oczywiste. Okazuje sie ze nie… ale wierze ze prawdziwi globtroterz
ktorzy wala zrezygnowac z hoteli 5*, basenow, wylegiwania sie na plazy od 10am
do 8pm, dla calkowicie dzikiej natury dadza sie do wizyty przekonac.

>> może załóż swój wątek Aussie na Forum,
Kiedy ja sie boje... i wstydze... :))))

Pozdrowienia!!!




Temat: Mój Narzeczony...
Gość portalu: Denat napisał(a):

> Ale jakie jest lekarstwo dla Twojego narzeczonego to nie wiem, chyba musisz z
> nim poważnie porozmawiać ...
>
> pzdr,
> Dentarg
Porozmawiac? O czym? O tym, zeby kupil jej wrotki na jej
zamowienie. Facet moze byc bardzo w porzadku. Ona smie go nazywac
skapcem i krzyczec tu na forum POMOCY, a sama nie potrafi nawet
logicznie sie wypowiedziec, bo raz nazywa faceta skapcem, a zaraz
pisze ze wyjezdza (ten "skapiec") na urlop i sobie niczego nie
zaluje. Zastanow sie jak to wszystko pasuje do skapca? Smie
powiedziec ze to ona jest tym skapcem, bo pomimo iz zarabia i ma
pieniadze, zaluje SAMA SOBIE wydac na bluzke (mysle ze na wrotki
tez), ktora jej, jak sama pisze sie podoba. Skapiec wlasnie zaluje
dla siebie i wiadomo dla kogos tez. Pisze ta kobieta, zebym sie o
niej nie wyrazal zle, bo jej nie znam, bo ona sobie tego nie zyczy
(o niej sie jedynie wyrazam na podstawie jej slow, czyli to co
tutaj sama napisala). Ta sama osoba pozwala jednak na oczernianie
swojego narzeczonego, ktorego nikt tu zupelnie nie zna (poza jej
wydaniem) na ktorego tu duzo psow nawieszano i wg. mnie
prawdopodobnie nieslusznie. Oczerniac faceta mozna, ale napisac cos
niedobrego o niej juz niewolno -zabronione!. Postepujac w ten
sposob, ona tymsamym nadaje mi prawo by powiedziec co o niej
mysle. A co mysle, wlasnie tu pisze. Trzeba najpierw dowiedziec sie
o prawdziwe powody, dlaczego facet nie jest szczodry dla niej. Ja
je z grubsza znam, ale ona jest zaglupia by cokolwiek wiedziec o
nich, stad ten wrzask o pomoc. Dostala te "pomoc" tutaj w formie
zbluzgania swojego narzeczonego przez wielu. I co jej to dalo?
Facetowi zawsze bylo przyjemnoscia sprawiac zadowolenie KOCHANEJ
kobiecie (kupowac jej prezenty, przynosic kwiaty, mowic cieple slowa i
to czule.............) tak jak piszesz. Ale to facet decyduje ktorej,
co i czy ma cos dac. Powiem tylko jeden swoj przypadek (tylko jeden
a podobnych mialem wiecej), tak dla przykladu. Kiedys jedna ze
znajomych, poprosila mnie o kupienie jej malej pamiatki w sklepie, w
ktorym wtedy razem bylismy (upatrzyla sobie te "pamiatke") by jak
sama powiedziala, mnie pamietac (tu troche komplementow przy tym
proszeniu dolozyla). Nie mialem problemu. Z przyjemnoscia jej te rzecz
kupilem (byla to rzecz niedroga). Co sie dzieje dalej. Otoz ta
znajoma dokladnie wiedziala i nawet raz widziala mnie z moja (wtedy
aktualna narzeczona) Zrobila wszystko, by ta moja narzeczona
dowiedziala sie, ze ja, czyli wielokropek kupilem jej prezent i dalem
jej go na pamiatke, by mnie pamietala, niczego nie wspominajac, ze
sama o niego prosila. Podstepne tez sie zdarzaja.



Temat: the company for...
Priorytety
Nasza armia jest chyba jedyną na świecie, w której są same priorytety (!).
Wszystko co zostaje nam zakomunikowane staje się priorytetem.

A więc mamy priorytet kadry-żeby było śmieszniej to oczywiście w planach mamy
jej więcej niż w rzeczywistości więc od początku wiadomo, że nie uda się tego
wskaźnika zrealizować. No ale dla naszej kochanej (nie wiadomo tylko przez
kogo) generAlicji kadra to priorytet . W końcu obiecywała czas jakiś temu
240tysięcy to chociaż na papierze się do tego zbliża i już jej łatwiej spojrzec
w lustro.

Kolejny priorytet to aktywność> stąd tak duża pomoc Centrum Objawień
Konsultantek i nie zmieni tego fakt, że usunięć masa. Moze to 240 tysięcy
będzie choć w porywach

Oczywiście średnie zamówienie to kolejny priorytet, nie bacząc na
restrukturyzację portfolio produktów, którym spadek udziału w rynku tłumaczyła
się prasie Marszałkowa, słowami rzecznik.

Nie możemy oczywiście zapomnieć o kolejnym priorytecie czyli pozyskiwaniu i
rozwoju kaprali. Pozyskujemy a jakże tylko nie bardzo rozwijamy bo ktoś w
sztabie zapomiał, że nie dał nam umiejętności i nie przygotował nas do tej roli
ale jak widać to nie był priorytet. W natłoku innych priorytetów to nic
dziwnego, że taka drobnostka umknęła naszym genialnym strategom.
Swoją drogą to zaniedbanie zasługuje na trubunał wojenny bo zmarnowanie takiej
ilości kaprali, jaka się przewija przez naszą armię z całym ich potencjałem i
nie wykorzystanymi mozliwościami to powinna być kula w łeb dla dowódców.
Ale takimi drobiazgami nie będą się przeciez zajmować.

Mają ważniejsze priorytety.

Np telefony. To ważny priorytet (!) bo okazało się, że musimy wspierać Orange
swoimi żołdami, pomimo tego, że mamy popodpisywane lepsze umowy z innymi
operatorami. Ale nasze sławetne dowództwo, wie lepiej jak mamy wydawać nasze
żołdy i każe nam płacić firmie Orange. W końcu dowództwo też na tym zarabia,
gdy my płacimy Orange. Takie życie ostatnimi czasy. GenerAlcja najpierw daje
(coraz mniej) a później zabiera (coraz więcej).

Ale byśmy miały czym płacić - mamy kolejny priorytet. Jedną z droższych kart
kredytowych na rynku. Musimy je proponować rekrutom ale tez musimy je miec
same. W końcu z odsetek, które zapłacimy część zysku dostanie nasze dowództwo.
To będzie taki dodatek do tego co zarabiają gdy my te karty rozprowadzamy.
Każda tego typu instytucja jak nasz szanowny bank ma fundusz akwizycyjny czyli
część kosztów usługi, która jest przeznaczona na koszty sprzedaży. Chyba
przeoczyłam fakt wypłaty z tego tytułu. A nie są to małe pieniądze (banki płacą
swoim handlowcom od 100 PLN w górę, za sprzedaż karty kredytowej). Rozumiem, że
z pieniędzy za telefony i karty trzeba zapewnić uposażenie gen Falcona bo to w
końcu fachowiec, który wiedzą branżową przewyższa Billa Gatesa i Leszka
Balcerowicza razem wziętych.

Oczywiście miałyśmy szkolenia z tego jak sobie radzić z tymi wszystkimi
priorytetami. W ciągu kilku godzin priorytet gonił priorytet i na wszystkie
priorytety nie starczyło czasu.
Tak jak na ostatni, o którym chciałam napisac czyli zmiana czterech tygodni na
trzy
Ktoś w natłoku priorytetów zapomniał o tym, że trzeba wybrać jeden, góra dwa po
to by nie doszło do sytuacji gdy nasz lider darł się na ulicy:
"ludzie, ludzie, co ja robię
karty kredytowe, telefony rozdaję,
złote, srebrne i różowe, weźcie sobie.
to nic, że błaznem się staję!

Joint mi powie co mam zaplanować,
Falcon na dwóch łapkach to powieli,
Szkoda tylko, że sensu zaczyna brakować,
Szkoda tylko, że o kosmetykach zapomnieli"

Już sobie wyobrażam te nowe metody prospectingu, "na telefon i kartę". Ludzie
będą pryskali, przed nami tak, że za żadne pieniądze nie utrzymamy ich w
zasięgu sieci Orange (choć podobno największa jest).

Co takiego stało się z tą firmą, że kilka nawiedzonych osób z rozbieganym
wzrokiem zrobiło z siły Avonu jaką były kosmetyki i relacje dodatek do
beznadziejnych telefonów z drogimi rozmowami i jeszcze droższych kart?

Nie mam pojęcia!




Temat: Aqua et vino, ul. Wiślna 5/10
Szanowna Redakcjo "GAZETY WYBORCZEJ"
Nazywam się Roberto Fabris i pragnę odnieść się do artykułu pana Nicolas
Hacąuebart Desvignes, który ukazał się na łamach "Gazety Wyborczej" 7
października 2005 roku.
Będąc jednym z dwóch właścicieli opisanej restauracji, pytam uprzejmie, czy
wolno mi sprostować kilka nieścisłości popełnionych przez Waszego dziennikarza.
We Włoszech (a jestem Włochem) istnieje "prawo repliki", mam nadzieję, że
istnieje ono również w Polsce, którą uważam za kraj demokratyczny.
Rozgościwszy się nie prosząc o stolik, pan Desvignes zaczyna gwałtownie pisać,
a zapytany o powody, przedstawia się jako dziennikarz "Gazety Wyborczej",
skierowany (jak twierdzi) przez przyjaciół, którzy (jak się zdaje) przychylnie
wyrażali się o Aqua e Vino. To powiedziawszy, składa zamówienie, nie przestaje
notować... i obserwuje!
Nie został potraktowany w sposób szczególny (a czy powinien?), reasumując,
wydaje się, że kolacja podana była jak zwykle. Po skończonym posiłku pytam go o
zdanie. Jednakże nie wyraża swojej opinii, pyta tylko czy mamy zamiar
wprowadzić jakieś zmiany. Potwierdzam, mówiąc że chcemy wprowadzić muzykę na
żywo, a w weekendy proponujemy już (przypominam, że rozpoczęliśmy działalność
zaledwie trzy miesiące temu) owoce morza (frutti di marę), wiedząc, że świeże
docierają do Krakowa w czwartki. Płaci (88 zł), żegnamy się serdecznie i
wychodzi.
Pytam zatem skąd taka zajadłość w stosunku do restauracji, która wydaje się
teraz być jedną z najgorszych w Krakowie? Czy był w tym jakiś ukryty zamiar?
Jeśli tak, to są to pytania które zostaną bez odpowiedzi. Pan Desvignes wykazał
się kompletnym brakiem wiedzy (lub kultury?), gdy pisał o "piciu kawy,
wciąganiu spaghetti", nie rozpoznając Sofii Loren i Toto w filmie "Miseria e
Nobilita" ("Bieda i Szlachetność") obraża to, czym dla Włochów jest neorealizm,
kultura i sztuka naszego kraju w okresie powojennym.
Pomijam wszystkie komentarze na temat potraw, doprawione serią błędów
ortograficznych Salmone e Zucchine, a nie Saulmone e Zucchini, Barbera Balbi
Soprani, a nie Sopriani !!!), za wyjątkowo nietaktowne i niewłaściwe uważam
uwagi, jakie poczynił na temat ryb, a w szczególności frutti di marę (lecz być
może pan Desvignes należy do zwolenników ryb mrożonych). Skąd tyle złośliwości
i złej woli?
Najzabawniejszy jest opis "Sgroppino", deseru który zresztą sam nie zamówił,
gdzie oskarża nas o użycie do jego przygotowania wódki, zamiast grappy. Jest to
typowy koktajl wenecki (JESTEŚMY WENECJANAMI), a nazywa się "sgroppino",
ponieważ tak się mówi w dialekcie weneckim, a nie ze względu na zawartość
grappy. To jednak możemy wybaczyć, bowiem setnie nas to ubawiło.
Cóż jeszcze dodać ?
Nie pisze, że po raz pierwszy w Polsce istnieje nowy system dystrybucji wina,
tu właśnie w Aqua e Vino, możliwy dzięki firmie MonteMni di Treviso, lecz
pisze, że musimy się jeszcze wiele nauczyć na temat prowadzenia restauracji
(być może 10 lat w weneckiej Grań Caffe Ristorante Quadri to za mało). I
ostatnia rzecz: nawet nazwa uznana została za nieodpowiednią dla
restauracji (z pewnością "Mafia" lub "Cosa Nostra" byłaby zdaniem pana
Desvignes bardziej odpowiednia). Pan Desvignes nie miał nawet dość
przyzwoitości, by napisać ją poprawnie AQUA E VINO, a nie AQUA ET VINO!! Nie
wierzę, aby list, ten (lub choćby jego fragment) został wydrukowany, jednak nie
chciałbym zmieniać swojej opinii o kraju, który nazywa się Polską.



Temat: Nowa ofensywa Oriflame
lola211 napisała:

> > Dziekuję za Twoja calkiem interesującą wypowiedź.
> > Wtrącę tylko jedną uwagę, że tak samo jak w swoim kregu osobistym równiez
> > szukasz klientek, tak samo my możemy zaproponować im wstąpienie do Klubu i
>
> > kupowanie bezpośrednio od firmy, więc o tyle zawsze oferta MLM jest
> bogatsza...
> >
> > A między nami myslę, że gdybyś rzeczywiscie pokazała soim klientkom nasze
> > katalogi, to z pewnościa część z nich złozyłaby zamówienie z naszego
> katalogu.
> >
> > Przecież jak sama powiedziałaś nie jesteś przywiązana wyłącznie do Avonu,
> zatem
> >
> > bądź konsekwentna do końca.
> > Z faktu, że sprzedaż obu firm jest zblizona wielkością, będzie wynikało, ż
> e
> ok
> > połowa wszystkich zamówień Twoich klientek będzie przypadała na Oriflame,
> bo
> > rynek jest jeden a środowiska klientek wcale nie sa rozłączne.
>
> Tu mam powazne watpliwosci, poniewaz jak jedna z forumowiczek pracujaca w obu
> firmach i mająca porównanie pisała, sprzedaz Avonu do Oriflame to stosunek
> 25:1.Nie wierze w porównywalną sprzedaz na rynku polskim- wystarczy,ze
> obserwuje w licznym gronie znajomych, jakie kosmetyki stoja u nich na pólkach-

> Oriflame zdarza sie sporadycznie, Avon co krok.
>
>
> > Dalej piszesz o ciagłym nagabywaniu kogoś na zapisanie do sieci, to z
> pewnością
> >
> > nie jest specyfika wyłącznie sieciowców, gdyż tak samo można nagabywać na
> zakup
> >
> > z katalogu Avon, zatem jest podejście indywidualne i osobnicze...
>
> Ja widze róznice.
> Jak juz pisałam, w moim otoczeniu sa "sieciowcy", ksiazke moge napisac o ich
> wyczynach.Widze duzo wieksze zaangazowanie w działalnosc niz w przypadku
> Avonistek- zeby mieli dochody musza swoje "doły" motywowac, dlatego pod
> płaszczykiem towarzyskich spotkan, rozmów tel.,staraja sie wpływac na
> konsultantów.Tworza własny krag ludzi zwiazanych z siecia, tego w przypadku
> Avonu nie ma.Nie wystarczy kogos do Oriflame wprowadzic, trzeba jeszcze tak
> nim pokierowac, by wciagał innych do wspólpracy i by przede wszystkim cos
> kupował, to nie jest takie oczywiste.

+++Nie jest tak jak mówisz, bo sponsorujących jest znaczna mniejszość, nie wiem
ilu, ale może na poziomie 5% (????) wszystkich konsultatek Oriflame.
To nie odbiega niczym od ogólnych statystyk ludzi przedsiebiorczych do
biernych, gdzie ogólnospołecznie określa się ok 3% ludzi przedsiebiorczych o
ambcjach kierowniczych.
Ja nie tarktuje swoich podopiecznych jako "dołów", ale razcej jako góre, bo
całe drzewo mozna rysować w rózny sposób, również podobnie jak niektóre
redakcje drzewa genalogicznego gdy potomków piszemy u góry diagramu...
Dalej nie jest dobrym działaniem prezentowanie przy okazji spotkań
towarzyskich, na którym co najwyżej można wspomniej o tym, co robimy, podarowac
katalog, ale na konkretne rozmowy nalezy umówic sie specjalnie.
Bo sposnsorowanie to sprzedaż,więc znowu w niczym nie rózżni się to od Avonu, z
tym, że mamy wiekszy wybór i oferujemy nie tylko: Bądź piekna z Oriflame" ale w
naszą pełną oferta jest: "bądź piekna i bogata z Oriflame"
>
>
> > Oczywiści gdy ktoś odmawia, to ma do tego prawo, i w złym gduście jest
> > uporczywae molestowanie, które ponbadto jest nie celowe, bo przeciez zamia
> st
> > komuś w kółko w powtarzać, lepiej jest w tym czasie poszukać nowych
> kandydatów,
> >
> > nowych środowisk.
> >
> > Natomiast cieszę się, że nie Ty nie należysz do grupy pań
> wyraźnietawiających
> > sobie za cel ciagłe i uproczywe dyskredytowanie Oriflame.
> >
> > Zatem bedziemy mogli spokojnie i kulturalnie ze sobą dyskutować i
> wspóltworzyc
> > forum sprzedazy bezpośredniej, które rowniez dzięki naszej polemice poszło
>
> > mocno do przodu...
> >
> > Chcesz wejśc na forum sprzedaży bezpośredniej, to klinij tu:
> > MLM, biznes po godzinach...
> >
> > Pozdrawiam i zapraszam!
> > 1szylider




Temat: Nowa ofensywa Oriflame
> Dziekuję za Twoja calkiem interesującą wypowiedź.
> Wtrącę tylko jedną uwagę, że tak samo jak w swoim kregu osobistym równiez
> szukasz klientek, tak samo my możemy zaproponować im wstąpienie do Klubu i
> kupowanie bezpośrednio od firmy, więc o tyle zawsze oferta MLM jest
bogatsza...
>
> A między nami myslę, że gdybyś rzeczywiscie pokazała soim klientkom nasze
> katalogi, to z pewnościa część z nich złozyłaby zamówienie z naszego
katalogu.
>
> Przecież jak sama powiedziałaś nie jesteś przywiązana wyłącznie do Avonu,
zatem
>
> bądź konsekwentna do końca.
> Z faktu, że sprzedaż obu firm jest zblizona wielkością, będzie wynikało, że
ok
> połowa wszystkich zamówień Twoich klientek będzie przypadała na Oriflame, bo
> rynek jest jeden a środowiska klientek wcale nie sa rozłączne.

Tu mam powazne watpliwosci, poniewaz jak jedna z forumowiczek pracujaca w obu
firmach i mająca porównanie pisała, sprzedaz Avonu do Oriflame to stosunek
25:1.Nie wierze w porównywalną sprzedaz na rynku polskim- wystarczy,ze
obserwuje w licznym gronie znajomych, jakie kosmetyki stoja u nich na pólkach-
Oriflame zdarza sie sporadycznie, Avon co krok.

> Dalej piszesz o ciagłym nagabywaniu kogoś na zapisanie do sieci, to z
pewnością
>
> nie jest specyfika wyłącznie sieciowców, gdyż tak samo można nagabywać na
zakup
>
> z katalogu Avon, zatem jest podejście indywidualne i osobnicze...

Ja widze róznice.
Jak juz pisałam, w moim otoczeniu sa "sieciowcy", ksiazke moge napisac o ich
wyczynach.Widze duzo wieksze zaangazowanie w działalnosc niz w przypadku
Avonistek- zeby mieli dochody musza swoje "doły" motywowac, dlatego pod
płaszczykiem towarzyskich spotkan, rozmów tel.,staraja sie wpływac na
konsultantów.Tworza własny krag ludzi zwiazanych z siecia, tego w przypadku
Avonu nie ma.Nie wystarczy kogos do Oriflame wprowadzic, trzeba jeszcze tak
nim pokierowac, by wciagał innych do wspólpracy i by przede wszystkim cos
kupował, to nie jest takie oczywiste.

> Oczywiści gdy ktoś odmawia, to ma do tego prawo, i w złym gduście jest
> uporczywae molestowanie, które ponbadto jest nie celowe, bo przeciez zamiast
> komuś w kółko w powtarzać, lepiej jest w tym czasie poszukać nowych
kandydatów,
>
> nowych środowisk.
>
> Natomiast cieszę się, że nie Ty nie należysz do grupy pań
wyraźnietawiających
> sobie za cel ciagłe i uproczywe dyskredytowanie Oriflame.
>
> Zatem bedziemy mogli spokojnie i kulturalnie ze sobą dyskutować i
wspóltworzyc
> forum sprzedazy bezpośredniej, które rowniez dzięki naszej polemice poszło
> mocno do przodu...
>
> Chcesz wejśc na forum sprzedaży bezpośredniej, to klinij tu:
> MLM, biznes po godzinach...
>
> Pozdrawiam i zapraszam!
> 1szylider




Temat: A ja proponuje Krym!!!
O! Nie myslalam, ze bedzie aż takie zainteresowanie!! Tyle pytan!!
Pojechalismy calkiem prywatnie z nikim nic nie umawialismy. Bylismy juz 2 raz
(ale pierwszy z dzieckiem - 10 mies.). Przyznaje, ze droga dosc uciażliwa. Ale
opłaca sie!!! Przyjechalismy do Jałty o 24.00. Od razu na dworzec trolejbusowy
(bo tam jest meta posredników mieszkaniowych). Od razu ofert tysiąc..... no i
ceny: zaczynając od baaaaaardzo wysokich, aż do 10 $ za dobę!!! Wybralismy
ofertę za 30 $ (za wszystko 2 osoby (my)+ dziecko)+samochod (z garażem). W
bardzo cichym miejscu (o to nam własnie chodziło - po bardzo "hałasliwym"
wroclawskim mieszkaniu). Dzielnica tzw."sypialnia", gdzie stoją
prawie "carskie" domiska prywatne - w miejscowosci Massandra (to jest jakby
dzielnica Wielkiej Jałty). I tak bylismy samochodem - więc odległość do morza
nie była istotna. Jednym słowem mieszkalismy w górach - bo tam to albo góry
albo morze Powietrze BOSKIE - zwłaszcza po deszczu! No i po pertraktacjach
z gospodynią umówilismy sie na 13 $ za dobe!!! (to jest NEGOCJACJA !
Czyli mieszkalismy w takiej 5 piętrowej willi! -gospodarze na 1 pietrze, a
reszta była wynajmowana dla turystów. 13 $ za dobe za nas (2 +1 osoba) mielismy
jeden pokój (sypialny) meble(wszystkie na zamówienie z solidnego drewna!)
telewizor, taras - oczywiscie widok na morze! - kuchnia (ze wszystkim co
ptrzeba miec w kuchni), lodówka. Woda zimna i gorąca cały czas. Łazienka
(kafelki poukładane "po sowiecku" - ale kafelki!) czysciutko - wanna -
umywalka -WC.. Mieszkalismy na 3 pietrze. Tam był nasz pokoj -łazienka, ogromny
hol ze stolem bilardowym i jeszcze jeden pokoj (ale cały czas był zamkniety, bo
gospodyni postanowiła, ze na nasze pietro nikogo nie bedzie wpuskala, zeby nie
przeszkadzac dziecku!!!)
Codziennie na plaże - dzidia nasza była zachwycona próbowaniem kamyczków "na
ząb" (bo plaże nie są z piaskiem - tylko z kamykami). Ale jaki cudowny masaż
dla stóp!! I porzadnie można na nich sie wygrzać! -tylko na poczatku troche
przeszkadzają. Codziennie gdzies cos zwiedzalismy. W sumie tylko w samym Krymie
przejechalismy 1000km.! Samochodem wjeżdzalismy na najwyższy szczyt góre Aj-
Pietri. prawie 2000m nad poziomem morza. Tym bardziej, ze z tej góry odkrywa
sie wspaniały widok na morze i Wielką Jałtę. Co prawda wjazd i zjazd z tej góry
podniosł nam adrenaline.... . A jakie wino tam jest............ ludzie....
NIEEEBOOO W GĘBIE!!!!!!!! Na skłonach gór winnice z dojrzewającymi winogronami!
Przypomnijcie sobie Mickiewicza "Sonety Krymskie". Własnie bylismy w
Bachczisaraju i w skalnym miasteczku - co za wrażenia...!
Ludzie - nawet nie wiem co jeszcze napisac - bo jest do opowiedzenia mnóstwo
ciekawych rzeczy... Mogłabym zachwalac i zachwalac..... aż do rana (ups.juz
po24...)
Może jeszcze napisze troche o tych "ciekawostkach" postsowieckich na Krymie.
Podchodzilismy do tego z "przymrużeniem oka", zeby nie psuc sobie humoru.
Czasem to wkurza, ale cóż... wiedzielismy gdzie jedziemy, i wiedzielismy ile to
kosztuje ( a wcale nie dużo) -wiec nie moglismy wymagac czegos nadzwyczajnego.
Chodzi mi na przykład o brak toalet w miescie, jezeli juz są to nie da sie z
nich skorzystac bez maski gazowej. Ale w tych lepszych knajpach juz jest coraz
lepiej. Trudno też sie połapac odnosnie opłat za parkowanie w miescie i miejsca
zakazu wjazdu. To jest smieszne - zauważylismy, ze tam gdzie jest znak "zakaz
wjazdu" to wszyscy spokojnie wjeżdzają! A do tego nieraz przy obecnosci
milicjanta, ktory tez na to pozwala. Gdzies trzeba placic za parking 5 hrywien
(1$), gdzies 10 hrywien - kasę zbierają nieraz dzieci (ok. 13.letnie). Ale z
tego bałaganu też znależlismy pożytek, a wiec nie parkowalismy w miejscach
płatnych, ktore są dosc daleko od centrum i od plaży, tylko wjeżdżalismy tam,
gdzie jest zakaz ("na chama") i parkowalismy w samiutkim centrum i przy samej
plaży za DARMO! Ciekawostka jest także to, że w porę obiadową (ok. godziny 13-
14.) niektóre sklepy, bary i stołówki mają: PRZERWĘ OBIADOWĄ! Z jedzeniem też
róznie. Trzeba uważać - lepiej nie eksperymentowac. Woda tylko butelkowana,
mycie rąk.... no i tam takie różne - co każdy wie!
Ale powiem tak: wszystko zależy od człowieka! Komus podoba sie kolor czerwony,
a komus nie, a trzeci to toleruje... Gusta są różne. Ktos chce za 10 $ samo
łóżko do spania, a ktos apartamenty...
Ufff, jak ktos dotarł do konca mojej "powiesci" - to gratuluje! Najlepiej
najpierw sie zastanowic - czego od tych wczasów oczekujesz. My oczekiwalismy
cudownej i niepowtarzalnej przyrody, dobrej pogody, i ciekawych wrażen - i to
dostalismy, a to, ze były jakies "dziwne" przypadłosci - to juz o tym nie
pamietamy!
Pozdrawiam wszystkich cieplo i po-Krymsku!
Jak komus brakuje info, to zapraszam na gg. 4805675.
Ania




Temat: Muzyka powinna byc Free !!!
Odpowiedź dla Sugara

"CENZORSHIP??? Dla jakiego olbrzymiego koncernu muzycznego pracujesz,
bohemot???"
->Dla olbrzymiego koncernu zwanego powszechnie Niechęcią dla Megalomanów. Nie
wiem co oznacza "cenzorship". Jeśli to ma oznaczać "cenzurę", to chyba nie za
bardzo tutaj pasuje.

"CENZORSHIP??? Ogólnodostępne internetowe forum dyskusyjne, ma tą
cechę iż można na nim zamieścić dowolną opinię.(...) Jeżeli ktoś uważa
twórczość danego wykonawcy za gówno, to od tego jest m.in. forum na GW żeby
mógł to napisać."
-> Mogę odbić pałeczkę i stwierdzić, że ja też stwierdziłem swoją opinię.
Kolega Xamel może sobie uważać za gówno co chce i ja Jego preferencji nie
komentuję. Natomiast ubliżanie ludziom z powodu ich gustów artystycznych uważam
za buractwo i wcześniejszym postem dałem temu wyraz.

"Fast-foody stawiają na ilość kosztem jakości. Prymitywna muzyka
(pop/techno/hip-hop/metal etc.) tworzona na zamówienie wytwórni płytowych
wykonywana przez zartrudnionych do tego pseudo-wykonawców, może śmiało zostać
przyrównana do asortymentu serwowanego nam przez np. McDonalds`y."
-> Bardzoś to ładnie wyprowadził. Interesują mnie jednak wytyczne, dzięki
którym stwierdziłeś jakie gatunki muzyczne są prymitywne, a jakie nie
-> Przy czytaniu postu kolegi Xamela odniosłem wrażenie iż "fast-food" był
użyty wyłącznie jako inwektywa. Ponieważ obecnie określenie "fast-food" jest
używane dosyć często bezmyślnie w mediach i ma znaczenie pejoratywne, odniosłem
wrażenie iż kolega Xamel użył go jedynie w celu wyrażenia swojej dezaprobaty,
bez zastanowienia się, co chciałby przez to powiedzieć.

> Chcę się spytać kolegi Xamela kim On jest, że wie lepiej od "takich
osobników" co jest dla nich lepsze.

>Pozwolę sobie również odpowiedzieć za xamela na pytanie: "kim on jest
że
ocenia...". Jest przeciętnym człowiekem, który zamieszcza swoją opinię
na
ogólnodostępnym internetowym forum dyskusyjnym! Again... CENZORSHIP???<

-> Pytanie brzmiało "kim on jest, ze wie lepiej". Nie "kim on jest, że ocenia".
Przyznasz, że to troszkę zmienia sens wypowiedzi. Będę wdzięczny za nie
przekręcanie moich wypowiedzi. Chyba że lubisz sam wymyślać sobie pytania i na
nie odpowiadać.

Nie znam intencji xamela, odpowiem za siebie. Jeżeli uważasz brak
gustu
muzycznego za powód do dumy to twoja indywidualna sprawa.
-> Wskaż mi, gdzie coś takiego napisałem.

Ludzie słuchają tego na co mają ochotę[...], wpływają dodatnio na rozwój muzyki
i kultury popularnej.
-> zgadzam się z Tobą. Tylko że to ma się nijak do mojej wypowiedzi.

Pozdrowię, bo nic mnie to nie kosztuje...
Ja również. Pozdrawiam.
Bohemot.




Temat: Zmiany w maturze za dwa lata
Też jestem tegoroczną maturzystką, więc nieco się zdziwiłam,
czytając o tym, jakoby abiturient musiał zdawać od jednego do trzech
przedmiotów dodatkowych na wybranym poziomie. Słusznie zresztą
zauważył to autor pierwszego posta w tym wątku.
Mam kilka spostrzeżeń odnośnie jakości kształcenia w liceum i
poziomu matury.
1. Czasu w liceum jest za mało. Okradziono nas z roku nauki, nie
zmieniając właściwie zakresu wymagań programowych. Teraz zaczęto
zmieniać owe wymagania. Proponuję zajrzeć na strony CKE i zobaczyć,
jak okrojono program z matematyki. Usunięcie logiki i wielu innych
zagadnień niczemu, poza obniżeniem poziomu wykształcenia, się nie
przysłuży.
2. Egzamin egzaminowi nierówny. O ile np historia uchodzi za
przedmiot trudny do zdania, o tyle biologia za dużo łatwiejszy,
podobnie jak wos czy też geografia. Matematyka, w powszechnym
mniemaniu, tak jak fizyka, są uważane za najtrudniejsze do
zaliczenia. Stąd bierze się strach przed obowiązkową matematyką.
Jakkolwiek jestem humanistką, uważam, że obowiązkowa matematyka na
maturze jest potrzebna. Jeżeli jednak ministerstwo chce, żeby matura
z tego przedmiotu wyszła przyzwoicie, to trzeba spełnić szerego
dodatkowych warunków- i nie chodzi bynajmniej o okrajanie programu,
nie tędy droga. Przede wszystkim, matematyka nie jest przedmiotem,
którego przeciętny uczeń jest w stanie nauczyć się sam. Wymaga
dobrego wyłożenia i wielu godzin pracy. Niestety, nie ma zbyt wielu
dobrych nauczycieli matematyki (proszę wybaczyć generalizowanie,
opieram się na przykładzie mojej szkoły). Po wtóre, czasu
przeznaczonego na matematykę jest za mało. Dorzućmy do tego
zaległości wyniesione ze szkoły podstawowej tudzież gimnazjum- i
otrzymujemy pełny obraz przyczyn obaw młodzieży przed obowiązkową
maturą z matematyki.
Co do egzaminów ustnych- trzeba być wyjątkowym matołkiem
(ewentualnie tak zestresowanym), żeby ich nie zdać. Prezentacja
maturalna, przy odpowiednim doborze tematu, nie jest nadmiernie
pracochłonna- zakładając, że uczeń chce ją w ogóle sam napisać. Nie
jest przecież żadną tajemnicą, że kwitnie sprzedaż i pisanie prac na
zamówienie- dlatego też ta część egzaminu maturalnego jest najniżej
ceniona i mało która uczelnia uwzględnia w postępowaniu
rekrutacyjnym jej wynik.
Zdawanie poziomu podstawowego i rozszerzonego nie było, w moim
przekonaniu, takie złe. Rozmawiałam z kilkoma osobami, które zdawały
maturę i w 2005, i w 2006r.- twierdziły one, że do poziomu
rozszerzonego przystąpiły z większym spokojem i luzem, bo stres
opadł z nich podczas pierwszej części egzaminu. Co więcej, było to
korzystne także ze względu na różnorakie warunki postępowania
rekrutacyjnego na uczelniach- tu poziom podstawowy, tam rozszerzony,
gdzie indziej z kolei oba. Ja, nolens volens, zdaję cztery
przedmioty rozszerzone, ale cóż, dobra uczelnia wymaga większych
nakładów pracy.
O maturze mogłabym napisać bardzo wiele :) Uważam, że stale
pogarszające się wyniki są wypadkową nie tylko obniżającego się
poziomu wykształcenia średniego, ale przede wszystkim- rażących
zaniedbań systemowych. Jeżeli rząd naprawdę chce, żeby społeczeństwo
było bardziej wykształcone- niechaj zreformuje raz a dobrze system
edukacji. Wprowadzi obowiązkowe przedszkola; dzieci do pierwszej
klasy w wieku lat 6; zlikwiduje nauczanie zintegrowane- ono naprawdę
nie jest dobre, co wyszło w badaniach jakiś czas temu; poszerzy
wymagania programowe, miast je zmniejszać; przeznaczy więcej godzin
na matematykę, język polski i języki obce, a nie na wf i religię
(!!); powróci do modelu czteroletniego liceum, a jeśli już tak
bardzo chce, aby zachować gimnazja, to niech będą one połączone ze
szkołami średnimi, a nie podstawówkami (totalna patologia- obok
siebie 8-letnie dzieci i 16-letni wyrostkowie); równocześnie wspiera
rozwój niedocenianego szkolnictwa zawodowego- wszak nieustannie
słychać, że mamy za mało specjalistów w tej czy owej dziedzinie;
zadba o właściwy poziom przygotowania zawodowego nauczycieli i o
przywrócenie tej profesji odpowiedniego prestiżu; zatroszczy się o
odpowiednie zaplecze edukacyjne i, co najważniejsze- powinno istnieć
nastawienie na to, żeby dzieci i młodzież, oprócz wiedzy, zyskiwali
odpowiednie umiejętności. W polskiej szkole ciągle dominuje
pamięciówka i praca odtwórcza, a nie abstrakcyjna i nastawiona na
działania praktyczne.
No, ładnie sobie pomarzyłam :)




Temat: Centrum rozrywki pod Białą Podlaską
1. artykuł zawiera całe mnóstwo kosmicznych informacji. Pan Cieśla chyba miał
za mało czasu na jego przygotowanie i pisał go na zamówienie. choćby wartość
iwestycji 9 mld? Przecież za to mozna wybudować ze trzy Białe. Tak serio chodzi
o 2,,4 mld też kosmiczna liczba ale nie aż tak.
2. sprawa ma duzo ciekawsze inne podteksty jęsli weźmie się pod uwagę, ze przez
dwa lata pies z kulawą noga nie chciał o niej napisać. Pani z wprost grzała
temat okrągły rok. Raptem jedna wcale przecież nie rozstrzygająca jeszcze
niczego decyzja powoduje,ze naqjwiększa gazeta w tym kraju poświęca jej tyle
miejsca!??? Pytam się w czym rzecz? Lokalne media prosiły błagały o pomoc i
wsparcie. Nikt się tyn nie przejmował.
3. Kilka ciekwaostek jako dowód na słabe przygotowanie autora. Pozytywną
opinie o inwestycji w maju przedsatwiło na poleceni Millera Ministerstwo
Skarbu. Prezes PAIZ Styrczula sam jździł po Białej i iokolicy i piał zachwyty
na koniecznością popierania tej inwestycji. UOP sprawdzał towrzystwood początku
na zlecenia od Buzka przez Tokurczuka po Millera, Kaczmarka i Żelichowskeigo.
Ostani raz na dwa tygodnie przed 06.09. Wnioski? Pewnie mieli zawszze te same,
ale kto tam wie jakie.
4. Jeśli chcecie pisać o lesie ochronnym i starodrzewie to trzeba wiedzięc,ze
rzecz dotyczy tzw . 20 letniej "samosiejki". bbroniĄCY krzaków leśnicy nie
chća zaś słyszec o przejęciu 500 ha prawdziwych w powiecie biaslskim za darmo
pod opiekę od samorzadu. dlaczego? Bo to też samosiejki tylko starsze i
wymagające pracy.
5. Obsewuje temat od dwóch lat. Śledzd wszytkie wypowiedzi na ten temat. Daje
Turkowi góra 10 % na to że jest w stanie zorganizować przedsięwzięcie, ale
biorąc pod uwage kompletnie nei zromuzumiałe trudności wokół sprawy śmiem
twierdzić, zę wcale nie chodzi kto tu myśli o duzym węxle komunikacyjnym, bo
przecież to jest istotą projektu (reszta to gadżety), lecz o rzecz inną - węzeł
baislski to śmeirć dla koncepcji rosyjskiego Hugongu w Królewcu. Zresztą klika
lat temu podobny projektt w Modlinie został dokładnie identycznei zarżnięty.
Przypadek?
6. Moim zdaniem z projektu bedzie kicha. Jestem realista i nie wierzę w ejgo
szanse, bo słucham i czytam co sieo nim wypisuje. Nikt nie zastanawia sie nad
faktem zę z punkty widzenia biznesu głowne załozenia projektu (komunikacyjno-
wystawiennicze) są do rzeczy. Owszem Turek wygląda na kosmitę i warto by podjąć
jego pomysł bo facet z załozenia sobie z nim nie poradzi. Może warto
zainteresować nim poważne konsoracja a KRWZ i EPITowie dać medale za myłśenie i
ewentyulanie zaprosić na otwarcie?
Jka chcecie waidomości o szczegółach to ich dobrze poszukajcie, bo szuklanie w
tym taniej sensacji jest naiwne. Zwłąszcza jako ktoś pisz e o drzewie do
wywiezienia. Trzeba wiedzieć co tam rośnie (co lepsze sosenki wyrżnęli leśnicy)
i ile to naprade jest warte. Wycięte drzewo nie pokrjue kosztów jego
pozyskania. Ekolodzy nawet nie wiedzą czego ma dotyczyć zgoda, ale licza na
łapówki zwłaszcza,że idą wybory



Temat: Przy okazji remontu drogi w Bielsku wymieniono ...
Ten sam temat - hajda na Krywulta!
Gość: xxxl 27.11.05, 22:08 + odpowiedz
No tak.Wybory parlamentarne i prezydenckie za nami. Zaczyna sie przygrywka do
wyborów samorządowych i prezydentów miast. Najlepiej przylać potencjalnemu
konkurentowi. Prezydent miasta jako jego mieszkaniec ma takie same prawa
wszyscy pozostali. Nie widze powodu żeby z nich rezygnował. Okan zostały
wymienione we wszystkich budynkach zlokalizowanych przy tej części ul. Armii
Krajowej, ktora była remontowana w I koejności.Na koszt podatników wykonano
nawet nowe ogrodzenia i zasadzono żywopłoty, nie mówiąc juz o wykonaniu murów
oporowych. Na koszt podatników wykonano wcześniej równiez ekran akustyczny
wzdłuż al. Andersa na wysokości osiedla Karpackiego.Jeden zarzut jest zasadny:
niewłaściwy dobór pracowników. To prezydent ponosi konsekwencje ich
nieudolności. Zamiast pisac o oknach może by tak napisać, który to znakomity
fachowiec przygotował ten pasztet!

• Żenada IP: *.internetdsl.tpnet.pl
Gość: Alan 27.11.05, 22:15 + odpowiedz
Ma takie same prawa jak inni mieszkańcy. Nikt tego nie kwestionuje. Przeczytaj
wnikliwie artykuł i rusz mózgownicą......

• Re: A to dopiero! IP: *.c207.msk.pl
Gość: xxxl 28.11.05, 07:48 + odpowiedz
Przeczytałem i ruszyłem mózgownicą Alanie! Teraz Rusz ty!
>Bielsko próbowało wrzucić w koszty remontu drogi, na który dotację miała dać
>Unia Europejska, wymianę okien i drzwi w prywatnych domach. Okazuje się, że
>nie ma o tym mowy we wniosku, w dodatku jest to niezgodne z unijnymi zasadami.
Jeżeli nie tego we wniosku to jak próbowało wyłudzić?!
>Smaczku dodaje sprawie fakt, że okna wymieniono... prezydentowi miasta. (...)
Gdyby ten dziennikarz był chociaż minimalnie rzetelny, a nie szukający
wyłącznie sensacji, to wówczas w tym zdaniu byłoby słowo "również", czyli
brzmiałoby ono tak:
"Smaczku dodaje fakt, że okna wymieniono RÓWNIEŻ...prezydentowi miasta"
>Sprawdziliśmy, kto mógł skorzystać na wymianie okien. Okazuje się, że przy
>Armii Krajowej ma swój dom Jacek Krywult, prezydent Bielska. Zamontowano mu
>lepsze okna niż innym mieszkańcom, ale pokrył z własnej kieszeni różnicę w
>cenie. - To była duża kwota - mówi prezydent, ale nie zdradza ile. (...)
Z tekstu wynika , że tylko prezydent Jacek Krywilt mógł skorzystac na wymianie
okien. Czyli właściciele pozostałych budynków na wymianie okien nie
skorzystali?!
>Grażyna Kopińska, szefowa Programu przeciw Korupcji Fundacji im. Batorego
>Jeżeli we wniosku nie umieszczono informacji o wymianie okien i drzwi, to
>wygląda to na próbę wyłudzenia unijnej dotacji.(...)
Powtórka z rozrywki! Skoro nie umieszczono to jak próbowano wyłudzić?!
> Nie słyszałam o tym, żeby jakieś miasto wymieniało na swój koszt okna w
prywatnych domach.(...)
Ta pani powinna wiedziec, a nie tylko słyszeć. Chyba, że informacje zbiera w
maglu.
>Jestem ciekawa, czy mieszkańcy godzą się na takie wykorzystanie wspólnych
>pieniędzy.(...)
Ta pani nie powinna pytac tylko to sprawdzić.
>Urzędujący prezydent powinien być ostatnim mieszkańcem, który korzysta z tego
typu oferty. Uważam, że powinien zwrócić pieniądze za okna.
A niby dlaczego ma byc dyskryminowany? Czy dlatego, że jest prezydentem jest
jednocześnie mieszkańcem gorszej kategorii?
Na koniec. A może by dziennikarz porozmawiał z tymi właścicielami pozostałych
budynków co oni myślą na temat hałasu? No, ale przy artykule na zamówienie,
sponsorowanym rzetelność nie obowiązuje. Brakuje mi równiez stanowiska w tej
sprawie wiceprzydenta Henryka Juszczyka, który jest odpowiedzialny, za tego
rodzaju sprawy.
Pozdrawiam.




Temat: Czego jeszcze nie jeść?
Czego jeszcze nie jeść?
Pewnie będę się powtarzać z moimi pytaniami ale chciałabym żeby doświadczone
w alergii mamy pomogły mi wyeliminować z mojego jadłospisu to co uczula moją
Zuzkę. Kiedy miała niecałe dwa miesiące już wyskoczyły jej krostki na buzi.
Pani doktor - ordynator oddziału dermatologicznego w szpitalu dziecięcym na
Lesznie w Warszawie powiedziała, że to łojotokowe zapalenie skóry ale
ponieważ dziecko przez nas rodziców jest obciążone alergią już wtedy
wyeliminowała mi duzo rzeczy z jadłospisu. Oczywiście nabiał, jaja, kurczaka,
owoce cytrusowe, kakao, etc. To nie było tak, że zupełnie nie jadłam nabiału
bo podgryzałam żółty serek albo piłam np cappucino gdzie było mleko w
proszku. Buźkę smarowałyśmy papka robioną na zamówienie i pomogło. Ale potem
niestety krostki znowu wróciły i teraz czym bym nie smarowała cały czas są -
mniejsze lub większe ale są. Ponieważ jak słyszałam alergie da się na pewno
stwierdzić jak dziecko ma 3 miesiące więc kilka dni temu odwiedziliśmy
ponowni alergologa - tym razem w CM LIM. Pan doktor kazał mi radykalnie
wyrzucić mleko i pochodne, żywność gdzie były użyte konserwanty i obserwować.
Obserwuję od soboty i nic nie widzę.Jem tylko:
pieczony własnoręcznie schab
indyka pieczonego
dżem ananasowy
banany
jabłka
ziemniaki
ryż
kaszę
makarony bez jaj
chleb zwykły bądź razowy
Finea niskokaloryczna
pierniczki ale bez mleka i jaj
piję herbatę
karotkę - jabłko+banan+marchew.

Nikt mi nie może powiedzieć co jest z tym ananasem. Jak na moje oko powinien
być ok. Nie ma pestek, nie jest cytrusowy i jeszcze nie spotkałam go na
liście produktów zabronionych. Tak samo nie wiem co z cielęciną - w sumie
żadne lekarz mi jeszcze nie zabraniał
Wczoraj kupiłam ohydny napój sojowy ale tez przeczytałam, że to może soja
uczulać. I dobrze, bo jest ohydny...
Próbowałam też z mlekiem kozim ale za bardzo czuc biedną kózkę i jakos nie
mogę. A poza tym szukałam mleka żeby go pić z kawą a kawa pachnąca kozą nie
jest zbyt smaczna. Czy wy pijecie czarne kawy???
A może to problem w chlebie?
Mogłabym rozszerzyc swoej menu o dżemy śliwkowe i brzoskwiniowe ale boję się,
że ni minął jeszcze czas kolek. Zuza kolek nie miała, za tydzień kończy 3
miesiące. Czy jest szansa, że ten problem nas już nie dotyczy?
Kapałam ją w Balneum ale mam wrażenie, że po tym zrobiła jej się bardzie
sucha skóra na nóżkach i dłoniach. Teraz wróciłam do Oilatum, smaruję ją też
kremem tej firmy.
Je tylko pierś.
Dziewczyny pomóżcie, przecież trzeba coś jest żeby karmić a moja ZUzia to
duży żarłok i je naokrągło. Może możecie też polecić dobrego alergologa w
Warszawie? Wielkie dzięki i przepraszam jesli napisałam ten list nieskładnie
ale tysiąc myśli mam w głowie i wszystko naraz próbuję napisać



Temat: darmowy kurs - "Absolwent na rynku pracy"
darmowy kurs - "Absolwent na rynku pracy"
Program Informacyjny

Absolwent na europejskim rynku pracy

realizowany przez Fundację Prawo Europejskie

współfinansowany przez Ministerstwo Polityki Społecznej
w ramach rządowego programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich

Cele programu:

Przygotowanie absolwentów do sprawnego funkcjonowania na krajowym i
europejskim rynku pracy oraz udzielenie im pomocy w uzyskaniu zatrudnienia w
ramach praktyk studenckich, stażów, aplikacji wolontariackich i etatowych w
kraju i Unii Europejskiej oraz poradnictwo.
Przygotowanie absolwentów do funkcjonowania w społeczeństwie obywatelskim, w
zintegrowanej Europie.
Dostarczenie absolwentom podstawowej wiedzy z zakresu:

· funkcjonowania państwa i jego systemu prawnego, praw i obowiązków
obywatela, relacji obywatela z urzędem, sądem i pracodawcą;
· prawa pracy obowiązującego w Polsce i krajach Unii Europejskiej;
· systemów zabezpieczenia społecznego;
· sprawnego działania przy poszukiwaniu i podejmowaniu pierwszej pracy;
· krajowego i europejskiego pośrednictwa pracy, trybu podejmowania
pracy za granicą oraz związanych z tym procedur i zagrożeń;
· funkcjonowania gospodarki i wolnego rynku, podejmowania indywidualnej
działalności gospodarczej, a także zakładania spółek prawa handlowego i
związanych z tym procedur;
· wiedzy o Unii Europejskiej, jej instytucjach i funkcjonowaniu,
politykach wspólnotowych.

Czas realizacji programu:

15 września 2005 r. – 31 grudnia 2005 r.

Formy realizacji programu:

Internetowa Giełda Informacyjna – www.pracaweuropie.edu.pl – czynna od 15
września 2005 r.
Kurs korespondencyjny – Studium Europejskie - realizowany w okresie 15
września – 31 grudnia 2005 r.
Przedmioty kursu:
Państwo, Prawo, Obywatel.
Podstawy prawa pracy – Polska i kraje UE.
Pośrednictwo pracy, pierwsza praca, środowisko zawodowe.
Jak założyć firmę.
Unia Europejska i jej funkcjonowanie;
ABC Konstytucji Unii Europejskiej.
Uczestnicy kursu otrzymają 6 skryptów z testami egzaminacyjnymi z ww
przedmiotów. Warunkiem zaliczenia kursu jest udzielenie prawidłowych
odpowiedzi na co najmniej 80% pytań zawartych w teście przesłanym przez
uczestnika do Sekretariatu Studium Prawa Europejskiego pocztą lub e-mailem.
Uczestnicy, którzy nie zaliczą przedmiotu otrzymają testy poprawkowe. Tryb
zaliczania testów poprawkowych podany zostanie na stronie internetowej
Studium Prawa Europejskiego.
Poza skryptami uczestnicy otrzymają poradniki z serii VADEMECUM ABSOLWENTA, W
tym wzory pism urzędowych, procesowych, wniosków etc. Absolwenci otrzymają
zaświadczenie o ukończeniu kursu STUDIUM EUROPEJSKIE, wydane przez Studium
Prawa Europejskiego

System Informacja na zamówienie – system poradnictwa i uzyskiwania przez
uczestników programu informacji na zamówienie. Eksperci z dziedzin objętych
tematyką programu odpowiadają na pytania uczestników. Uczestnicy programu
przesyłają pytania faxem, e-mailem lub listownie.

Zgłoszenia proszę wysyłać na adres: monikajeruzalska@o2.pl W zgloszeniu
trzeba podac tylko imię, nazwisko, tel., mail i adres kontaktowy. W temacie
należy napisać „zgłoszenie”.



Temat: Sea life resort 5*- Sharm
Na wyraźną zachętę pc_maniaca dodam i ja swoje trzy grosze.
Byłam w tym hotelu na przełomie czerwca i lipca 2007. BP- Triada. Zamawiałam
właściwie Sea Life, ale wszystkich z nasze grupy kwaterowali w Sea Club.
Plusy:
1. dobra likalizacja nad brzegiem morza, z własną rafą, plaża piaszczysta, dużo
leżaków i parasoli - bez dopłaty, ręczniki plażowe wydawane przy basenie.
2. Ladne baseny i dla dzieci i dla lubiących popływać na głębszej wodzie,
maks.1,80 m
3. Cały kompleks (tj. hotel Sea Club+Sea Life)- czysty, z dobrze utrzymaną
roślinnością
4. Pokoje duże, czyste, z balkonem lub tarasem, sejfem TV, lodówką, bardzo
dobra klimatyzacja- duża możliwość regulacji (chyba od 0 do 30 stopni), bardzo
cicha, bez problemu można przy niej spać; łazienka- duża czysta- prysznic,
bidet, suszarka. Sprzątane codziennie.
5. Jedzenie - dwie restauracje, gdzie serwowane są posiłki będące w cenie
(+ kilka innych np. Fondue, Sushi Bar, itd.). Śniadania- ogromny wybór dań,
duża rozmaitość pieczywa i słodkich ciast francuskich, owoce, jogurty, płatki,
wędliny, omlety- robione na zamówienie, jajak, sery, pikle, itd.
Kolacje - codziennie inne danie wg kuchni wybranej na dany dzień- wieczory
francuskie, amerykańskie, włoskie, orientalne, azjatyckie - dużo potraw do
wyboru, genialne ciasta i desery. Każdy mieszkaniec hotelu może korzystać z
jednej z dwóch restauracji albo w Sea Club albo w Sea Life , niezależnie od
tego, gdzie mieszka. KOlacje najczęściej jadłam w Sea Life -mam wrażenie, że
był tam większy wybór ciast i deserów, a jestem łasuchem.
Stolika w restauracji nie zajmuje się samemeu, tylko czeka się na osobę, która
do niego zaprowadzi. Nie ma czegoś takiego jak dosadzanie do obcych osób.
Stolik jest na tyle osób, na ile chcecie. My byłyśmy we dwie, więc zawsze
jadłyśmy same, nawer, jeśli stolik był czteroosobowy.
Czyste obrusy, serwetki z materiału, podgrzewane talerze do dań ciepłych.
5. Nienachalna obsługa, bez czekania na bakszysz. W restauarcji, przy basenie-
są tzw. tip boxy i to tam można coś wrzucić jak chce się dać napiwek.
Oczywiście sprzatjącym można coś zostawić na łóżku.
6. Dwa darmowe hotelowe busiki dziennie- do Naama Bay. Ponadto płatne (3,4 €
do Naama Bay i na Old Market.
Minusy:
1. Odległość od Naama Bay -18 km- Mnie to nie przeszkadzało, ale są różne gusta
więc trzeba o tym napisać.
2. Jedzenie dodatkowe ( i napoje) kupowane w hotelu dość drogie. Ceny w euro
choć można płacić i dolarami i LE. Ale to związane jest ze standardem hotelu
więc nic dziwnedgo.
Plus lub minus -wg uznania . Nie ma duzo Polaków. Większość gości stanowią
Włosi, są też Niemcy, trochę Rosjan, Anglików. Animacje w języku włoskim
angielskim i rosyjskim (zresztą prowadzone przez Włochów i osoby z byłego ZSRR-
Rosja, Ukraina, itp).
Istnieje ciekawa strona, na której można obejrzeć ten hotel
www.flash-international.net/sealife/dindex.htm
i www.flash-international.net/seaclub/index.htm




Temat: I my chcemy by zniesli wizy ... ?
I my chcemy by zniesli wizy ... ?
Bezpieczna Skandynawia rajem dla przestępców znad Wisły

ZAGRANICA:
Złodzieje z Polski kradną łodzie i silniki w Norwegii
Norwegię opanowali polscy złodzieje. Ich specjalnością są kradzieże łodzi
motorowych i silników, których setki znikają rocznie z bezpiecznych dotąd
przystani.

Skandynawia przeżywa najazd polskich przestępców. Po Szwecji, do której gangi
przemycają setki kilogramów amfetaminy, w zainteresowaniu półświatka znalazła
się Norwegia. ­ Niestety, jak wskazują norweskie statystyki, jesteśmy na
pierwszym miejscu wśród cudzoziemców, jeżeli chodzi o stwierdzone
przestępstwa typu przemyt alkoholu, papierosów, narkotyków, a także kradzieże
aut, jachtów, łodzi i silników do nich ­ mówi współpracujący z norweską
policją podinsp. Arkadiusz Skrzypczak z Centrum Szkolenia Policji w
Legionowie. W sumie liczba przestępstw z udziałem naszych rodaków w roku 2005
wzrosła – w porównaniu do roku 2004 – o blisko 48 proc. – z 1350 do ponad
2000.
Z Norwegii na Mazury

Specjalnością naszych przestępców są kradzieże łodzi motorowych, ich silników
i jachtów. ­ Chodzi o setki silników rocznie ­ mówi ŻW ppłk Geir Larsen z
policji w Fredrikstadt. Kradzieże silników to dochodowy interes, bo jeden –
dobrej firmy – sprzedać można za kilkadziesiąt tys. zł. Jak twierdzi Larsen,
złodziejskie szajki Polaków zazwyczaj nie przebierają, tylko starają się
ukraść jak najwięcej. Zdarza się jednak, że kradną na zamówienie – wtedy
interesują ich tylko określone modele. Według Larsena, są takie tygodnie,
kiedy masowo giną małe silniki, a bywają takie, że większe i droższe. ­ Sądzę,
że wiele z tych silników napędza łodzie na Mazurach. Najprawdopodobniej
kradną pionki, a szefowie wydają polecenia i kontrolują biznes z Polski. To
niebezpieczni ludzie i na waszym miejscu byłbym ostrożny, jeśli chcecie o tym
napisać – przestrzega.

M., stary warszawski recydywista, zarabia na silnikach dziesiątki tysięcy zł.
Jak twierdzi, wiele razy po robocie wracał następnego dnia na przystań, z
której kradł silniki. ­ Siadałem z piwem na ławce i patrzyłem, jak ci
naiwniacy przychodzą do swojej łódki, chcą ją odpalić, a tu guzik. Zawsze
miałem z tego ubaw ­ mówi M.

Wolą kraść na północy

Większość kradzionych łodzi i silników jest przemycana na Litwę, do Polski i
do obwodu kaliningradzkiego. Co ciekawe, nasi stróże prawa nie prowadzą
odrębnych statystyk dotyczących kradzieży łodzi i silników. Przestępstwa te
kryją się pod nazwą kradzieże statku wodnego. ­ W ubiegłym roku odnotowaliśmy
w Polsce 103 takie kradzieże i 20 kradzieży z włamaniem. Wydaje się, że w
porównaniu do lat ubiegłych liczba tych przestępstw spadła ­ mówi Grażyna
Puchalska z KGP.

Rzeczywiście, w 2004 roku liczba „kradzieży statków wodnych” w sumie
przekroczyła 400! Spadek to wynik przeniesienia się przestępców właśnie do
Skandynawii. ­ Tam nikt nie pilnuje tego całego dobra – opowiada M., który od
dwóch lat jeździ do Norwegii „na łódki”. W marcu rozbito odłam gangu
nowodworskiego, który wyjeżdżał na łódki do Szwecji i Norwegii. Przestępcy
przebijali numery i mieli silnie rozbudowaną siec kupców w Europie Środkowej.
Na Mazurach przed dwoma laty działali gangsterzy z Pruszkowa. ­ Pływali
jachtem, wyszukując konkretne cele. Ukradzione silniki ładowali na swój
jacht. Zostali jednak zatrzymani ­ opowiada podkom. Anna Siwek, rzecznik
warmińsko- -mazurskiej policji.

Chcą wyszkolić naszych

Doświadczani przez złodziei norwescy policjanci zaproponowali, że na własny
koszt przyjadą do Polski szkolić naszych policjantów. Wśród gości ma się
znaleźć Larsen. ­ Chcą zaprezentować metody zwalczania przestępstw na
akwenach. Problem w tym, że u nas nie ma obowiązku ubezpieczania łodzi i ich
wyposażenia, jak to ma miejsce w Norwegii – mówi Skrzypczak.

source:
www.zw.com.pl/apps/a/tekst.jsp?place=zw2_ListNews1&news_cat_id=9&news_id=90338




Temat: Co z tą e-Polską?
Peszkowski - SPAMER
O! i to własnie chciałem tez tu napisac!
Wyglada na to, ze koles krytykuje (slusznie zreszta) lamerstwo powszechnie
panujace w urzedach, ale sam zachowuje sie jak LAMA :P.
Chcial skierowac szeroka oferte tlumaczen... coz za elokwentne ujecie tematu :P.

Oprocz przytoczonej tu przez "martino" ustawy z dnia 18 lipca 2002r. o
świadczeniu usług drogą elektroniczną są także umieszczone stosowane zapisy w:
- ustawie z dnia 2 marca 2000 r. o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o
odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny (Dz. U. nr
22, poz. 271 z późn. zm.)
- ustawie z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. nr 133,
poz. 883 z późn. zm.)

Ponadto trzebaby sprawdzić z jakiego łącza korzysta na codzień próbując wysyłać
ten swój spam. Nie wiem jak jest u innych operatorów, ale TPSA w regulaminie
korzystania z połączenia internetowego ma taki punkcik, w którym zastrzega sobie
wyraźnie możliwość odłączenia internetu delikwentowi, który rozsyła niezamawiane
informacje. Całkiem możliwe, że nasz bohaterski spamer już na tym etapie
zostałby utemperowany :).

Pomijając niechlubny wstęp do artykułu jego pozostałej części chiałbym jednak
jak najbardziej przyklasnąć. Moim zdaniem jednak winić nie nalezy urzędników
średniego i niższego szczebla, bo oni doskonale z internetem sobie radzą
(potrafią obsługiwać gadu-gadu, to i pewnie z pocztą sobie dają radę P). Wina
moim zdaniem leży ewidentnie po stronie urzędników wyższego szczebla, którzy
(niezdopingowani stosownymi rozporządzeniami) nie starają się wcale o to, by
korzystać z postępu techniki. Zresztą tak jest nie tylko w urzędach; szlag mnie
trafia, gdy słyszę od kogoś, że mam mu coś wysłać faksem, bo e-mail nie jest
wystarczająco poważnym medium! Najgorsze jest to, że takie praktyki
uskuteczniają również niektóre firmy z branży IT, której i ja jestem
reprezentantem. Te firmy we własnym interesie powinny przecież krzewić nowe
nawyki w "społeczeństwie". Od jakiegoś więc czasu obiecałem sobie, że gdy ktoś
mnie poprosi o wysłanie czegoś faksem to z chęcią mu poślę jakieś zamówienie
albo zawiadomienie... pod treścią pisma przykleję wycięte z gazety podpisy
"wszystkich świętych". I niech kurna mają autentyczny (bo z faksu!) dokument z
podpisem pana prezydenta :P.

No i tak dochodzimy do wyjaśnienia, dlaczego wszystko jest droższe, pomimo, ze
miało być tańsze? Po co komu komputer, skoro wszystko i tak musi przejść
"stadium papierowe"? Po cholerę jakaś pani w urzędzie ma coś stukać przez pół
dnia jednym palcem i później nieudolnie to drukować na zacinającej się drukarce?
Przecież długopis jest tańszy od komputera a dokument później zajmuje tyle samo
miejsca w szafie. Rzygać się chce :P.
No i do tego wszystkiego ile jeszcze może polska poczta i telekomunikacja
zarobić na faksach i listach poleconych... a tak - pewnie by z nudów splajtowali :P




Strona 3 z 3 • Znaleźliśmy 190 postów • 1, 2, 3