Oglądasz posty wyszukane dla hasła: jak narysować dom





Temat: nauka dzieci 7 i 9lat
Wspomniany przez Panią efekt „wyrastania” w drugim języku można osiągnąć
1. przez dłuższy wyjazd za granicę. Znam wiele dzieci,które nie rozumiały
na początku ani słowa a po roku mówiły biegle w danym języku
2. gdy w domu panuje dwujęzyczność (rodzic cudzoziemiec)
3. gdy dziecko chodzi do szkoły w Polsce z językiem obcym jako wykładowym,
np. szkoła francuska

Małe dzieci uczy się inaczej języków obcych, nauka i praca polega na zabawie
(taniec, piosenki, rymy, gry, obrazki, laleczka/misio, który mówi tylko w j.
obcym), nacisk kładzie się na rozumienie ze słuchu i mówienie (najpierw tylko
imitacja/powtarzanie tego, co powiedział nauczyciel, później własna produkcja),
pisanie i czytanie dopiero potem (ważne: na podstawie już przerabianej leksyki
a nie nowej), celem jest rozbudzenie zainteresowania językiem obcym i kulturą,
pozytywne nastawienie do nauki języka obcego, motywacja do dalszej nauki,
otwartość wobec obcej kultury, zaleca się brak oceny (ewentualnie opis, żadnych
gróźb o złej ocenie), tematy/sytuacje powinny być autentyczne/życiowe/pasujące
do wieku dziecka, nauczyciel musi dużo mówić. Lekcja powinna trwać ok. 20-25
minut. Nauczyciele powinni mieć obowiązkowo kwalifikacje pedagogiczne w
zakresie nauczania małych dzieci – mieć wiedzę o tej grupie wiekowej.
Za granicą bardzo kładzie się duży nacisk na współdziałanie między przedmiotami
szkolnymi. Nauczyciele innych przedmiotów powinni wplatać do swojej lekcji
j.obcy, czyli np. pani od matematyki pyta w j.obcym: czy to dobry wynik. Pani
od plastyki zadaje narysowanie rysunków z napisami po niemiecku, u nas np.
nimm2, Kinder-niespodzianka.






Temat: Co myslicie o tym projekcie?
rzuty:
parter: naprawde ok 4

pietro: kiepska i nieciekawa antresola juz lepiej z niej zrezygnowac i zostawic
pustke od razu od sciany (ale wtedy elewacja!!! hehehe po co górne okna bez
dostępu). pewnie i tak kazdy woli tam miec strop i dodatkowy pokój - wierzcie
mi tak jest najbezpieczniej, w sumie jest prawie dobrze ale tragedii nie ma.
antresola jest problemem faktycznie, a scianki działowe dla garderoby czy
czegos tam nie widze problemu. 3

bryła: jesli ktos lubi te okresloną stylistykę - nie ma tragedi, ale jest tylko
lekki koszmar. w przypadku dobrych materiałów i nowego usytuowania i
narysowania okien i cokołu (ta koszmarna w proporcjach przypora) bedzie dobrze -
nie jest to przecież budynek nowoczesny. z doswiadczenia wiem ze na okrągłych
basztach strasznie zle budują nasi domorosli budowniczowie dachy z ceramiki.
wygląda to koszmarnie. lepiej juz swiadomi zrobic z tego osmio lub szesciokat
aby bryła dachu wchodziła pieknie w zarys murów.brak jest mi dobrych cokołów.
jakby zrobic potęzniejsze cokoły (np cegła cementowa gr 10 cm) i wyzsze było by
ok. stylistyka fortalicji do czegos zobowiązuje hehehe
tylko nalezy wypier... te kolumienki widoczne na elewacji a w bryle nie bardzo.
3-

elewacjie: no tutaj jest tragedia szczególnie chodzi o rozmieszczenie okien i
ich kształt i dopasowanie do powierzchni scian (te paskudne bulaje) - naprawdę
jest bardzo zle nalezy przeprojektowac bo dom zyska bardzo duzo. 2

kolorystyka - nie oceniam bardzo tanich renderingów bo bym musiał oceniac prace
renderingującego a ta jest dobra i tania, i na tyle dobra na ile tania. 0

podsumowywując:
w domku sie bedzie dobrze w miarę mieszkało, funkcja typowa, jest konieczne
dopracowanie architektoniczne elewacji i bryły i po prsotu porządnego
zaprojektowania bo same rzuty to jest ciut mało.






Temat: liczenie...
Mój synek też nie liczy biegle:-) ale do 5 sam liczy poprawnie a od 5 do 10 z
podpowiedziami przy 6, 9 i 10 (trzeba mu pierwszą sylabę w tych liczbach
podpowiedzieć. My staramy się też liczyc gdzie się da i co się da, na przykład
przy wybieraniu listu ze skrzynki synek odlicza od skrzynki z nr 1 do naszej i
dopiero wyciągamy list, liczymy schody przy wchodzeniu do domu, a mieszkamy w
bloku 4 piętrowym bez windy więc mamy co liczyć:-) Bawimy się w liczenie
paluszków w rączkach i nóżkach, czasem któryś schowamy i znowu liczymy, ma też
gry komputerowe gdzie czasem trzeba przyporządkować ilość jakichś obrazków
cyfrze (na przykład cztery piłki i cyfra 4). Oczywiscie pomagam mu w tym, ale
traktujemy to jako trening.
Ale muszę powiedzieć, ze chęć do liczenia i w ogole zainteresowanie liczeniem
zwiększyło się u synka kiedy zaczęliśmy za namową pedagoga z przedszkola
stosować elementy metody Domana. Na kartki z bloku o formacie A3 trzeba nakleić
(lub narysować) koła, na pierwszej kartce 1 koło (średnica mniej więcj szklanki
najlepiej koła w kolorze czerwonym), na drugiej 2 koła i tak dalej. NAjpierw do
5, potem mozna zrobić następne plansze. Układ kółek podobnu jak na kostce do
gry. I te plansze pokazywać dziecku kilka razy dziennie w kolejnosci mówiąc
jednocześnie "jeden, dwa, trzy, cztery, pięć". Nie nalezy zatrzymywać się
dłuzej na poszczególnych planaszach tylko je po prostu kolejno przekładać w
takim normalnym tempie. Trzeba się postarać zeby przez te parę chwil dziecko
patrzyło na te plansze. Po niedługim czasie takiego pokazywania plansz z kołami
mój synek zaczął liczyć sam do 5. Może przyda Ci się ta metoda?
A u nas z kolei bałagan z rozpoznawaniem kolorów...niby zna podstawowe kolory,
ale jak przyjdzie co do czego to wszystko jest "bałe":-) Ale pracujemy nad tym.
Pozdrawiam
Acha...Ryso nie widzę cię ostatnio na gg, bywasz czasem, bo mam trochę do
pogadania:-)




Temat: trasa przy osiedlu - propozycja dzialania
Wstyd !!!
Dziwimy się czemu co chwila wychodzi jakaś gruba afera, otóż, nie tylko politycy
ale wszyscy obywatele mają głęboko zakorzenioną dbałość wyłącznie o własne
interesy – a Twoja postawa jest tego wzorcowym przykładem.
Przyznajesz, ze z pełną świadomością kupowaliście mieszkanie w takim a nie innym
miejscu.
To buzie w ciup i siedzieć cicho!!! I modlić się, żeby zrobili tunel!!!
Mi też się ta trasa nie podoba ale gdzieś być musi !!! A draństwem jest
przerzucanie jej do sąsiadów, którzy w życiu nie mieli takiej trasy w planach!!!
A do lasu nie chodzicie !!!
Nie znacie swojej najbliższej okolicy!!! Jak puszczą trasę przez Babice to nie
będzie już gdzie jeździć na rowerze z dziećmi!
Protestowanie dla zasady nie jest mądre! A nuż się uda i to sąsiedzi będą mieli
smród pod nosem!
Jak kogoś interesuje prawdziwe zaskoczenie przez tą trasę to proponuje
przeczytać post, który znajduje sie na innym forum. Zamieszczam go tu, mysle, że
nikt by sie ze mną nie zamienił. Mimo wszystko pozdrawiam. I życzę wszystkim jak
najlepszego i bezkonfliktowego rozwiazania tego problemu!
"Pewnie Was swoim przydługim postem tylko osłabie ale muszę to z siebie zrzucić....
Sprawa bardzo mocno mnie dotyczy, nie mieszkam na osiedlu Blizne ale na Arkuszowej!
Jestem jednak w podobnej (jeśli nie identycznej) sytuacji jak mieszkańcy o. Blizne.
Jestem rozgoryczona i czuję się mocno oszukana!
Nie w tym rzecz że chcą mi dom rozjechać!
Ale w tym, że pozwolili nam ten dom wybudować.
Rok temu (po odbyciu długiej drogi cierniowej) dostaliśmy pozwolenie na budowę
domku.
W maju 2004 rozpoczęliśmy budowę, planowaliśmy wprowadzić się tego lata. Dom
jest właściwie wykończony, trzeba jeszcze wykonać prace wykończeniowe w środku i
można mieszkać!
Wiem, wiem co tam mój biedny domek do takiej inwestycji, ja wiem drogi muszą
być, co więcej muszą gdzieś być.
Zrozumcie, muszę to napisać, postawcie się w mojej sytuacji....jak napiszę to
może troszkę ze mnie zejdzie....
Zacytuję Mann: „osobiscie jestem za tym by drogi robic tam gdzie sie je
wczesniej przewidzialo
gdzie ujeto je w planach , gdzie ludzie od lat wiedzieli i powinni wziac je pod
uwage - jesli tego nie zrobili to jedynie sobie moga to zawdzięczać”
A komu ja zawdzięczam taką niespodziankę, powiedzcie to w mordę strzelę!
Złość mnie ogarnia. Wzięliśmy ogromny kredyt na budowę, mieliśmy właśnie
sprzedawać mieszkanie żeby zdobyć kasę na wykończenie....i co dalej???
Nawet nie wiem czy nas wykupią, bo trasa przebiega albo obok albo tylko na
części naszej działki – ciężko wyczytać szczegóły z tych map.
Jeszcze jedno musze wystukać: te ziemie na których ktoś narysował sobie trasę
należą z pokolenia na pokolenie do mojej rodziny, wychowałam się tam i tam
chciałam mieszkać do końca życia. Wybudowaliśmy dom daleko od ulicy Arkuszowej
pod samym lasem (co znacznie zwiększyło koszty) aby mieć ciszę i spokój – a tu
droga zaatakowała mnie z boku...
Wybaczcie mi moją złość i agresje, ale postarajcie się zrozumieć zwykłego
człowieka, którego znienacka atakują trasą!
I znowu zastosuje cytat, tym razem Mozdzins:
„Swoją drogą to niezłe draństwo najpierw
zabudować rezerwę a potem podrzucać trasę ludziom którzy w dobrej wierze
pobudowali sie w spokojnych miejscach, identycznie może być przy forsowaniu POW
w innym niż "od zawsze" miejscu „
Ja jestem atakowana z dwóch stron, rodzinne strony ul Arkuszowej to raz, dwa to
okolice stadionu i małpiego gaju na Bemowie (okolice Vatu), tam mieszka moja
teściowa i przynajmniej raz w tygodniu spacerujemy w tamtej okolicy z córką i psem!
Serce mi pęka!"



Temat: Dzieciaczki z lipca 2004
Forum moje kochane
Witam was drogie mamusie. Tylko jula spi, reszta dzieci łazi po kątach. Kuba
upiera się zeby za niego narysować grzybki w podręczniku do zerówki bo to nuda
i nie chce jutro iść do fryzjera, zatem dalej faza buntu i uporu. Ola
wymalowana szminkami z Witch, myślałam ze jej wargo zsiniały i już rokowałam
wade serca a tu bidulka sie rumieni i mówi ze sie umalowała. Wczoraj
nieopatrznie otwarłam przy niej mail i tam był bardzo śmieszny siusiaczek który
sie podnosił i opadał, niestety moje dziecko za moimi plecami nie było tak
rozbawione jak ja- cóz koniec wolności we własnym domu. Powiedziała ze ochyda i
poszła sobie, dobrze ze ma w domu braciszka bo nie był to jakis szok niezwykły.
Co nie znaczy ze nie wolno do mnie przysyłac takich rzeczy, musze tylko zacząc
być czujna, dobra nauczka, bo mogło by to bycv cos znacznie gorszego niz taki
animowany gif.
Naprawili mi dzis na poczekaniu wózek(wymiana gum na rączce i przenitowanie
hamulcow bo goniły) i naprawde doznałam radości, taka mała rzecz a cieszy, nic
juz mi nie dynda, nie skrzypi, aż miło.
Jula dązy do raczkowania z wielką siłą, jak ją tylko połoze to myk na brzuch i
pupa w góre, jeszcze tylko kolanka sie jej nie chcą podgiąć do 90 stopni ale
prawie, strasznie to zabawne. I powiem wam ze nie pamiętam takiego czegos u
Oli, a Kuba to w ogóle raczkował jak już chodził za rączke wczesniej nie. W
wannie jak ma mniejszą siłe so pokonania to juz przyjmuje pozycje do
raczkowanoia i dzis mi sie tak okreciła pupą do siadu więc rozumiem ze ona juz
wie co ma byc dalej tylko jeszcze musi to dopracowac. No i wielki sukces -
opłaciło się gotowanie- moja zupka juz wczoraj jakos weszła ale dzis to było
prawdziwe łykanie, cały słoiczek zjadła chętnie. Tylkjo jakas wysypka na
policzkach sie pojawia i teraz klops, czy to po selerze czy ja cos zjadłam
(ostatnio torcik z truskawkami zrobiłam-to w ramach decyzji o odchudzaniu, ze
jutro zaczne )
torcik leci tak:
na ciasto:
5 jaj
szklanka mąki
szklanka cukru
cukier waniliowy
pół łyżeczki proszku do pieczenia
galaretka do ponczowania
masa:
kostka masła
troche truskawek rozmrożonych
budyń waniliowy( ja dałam słodką chwile z lenistwa ale w przepisie jest
normalny)
cukier puder do smaku
oraz na góre truskawki nie rozmrozone i galaretka truskawkowa albo 2 galaretki
zeby było wyzsze

jaja całe miksujemy z cukrem i c.wanilinowym dosyc długo zeby było puchate,
dodajemy mąkę powoli i proszek i pieczemy około 40 minut, 200 stopni
Przekrawamy na pół, ja samą górę odcinam i daje dzieciom do jedzeniai wtedy mi
zostają dwa równe krążki. Każdy krążek ponczuję galaretką truskawkową- robie wg
przepisu studze i polewam aby ciasto było nasączone ale nie za "chlapiate",
potem idzie połowa masy i drugi krązek biszkopta, też go nasączam i masa a na
to truskawki mrożone i zalewam galaretką która robie w mniejszej ilości wody,
np nie 500 ml wody a 400 ml
Masa masło miękkie miksuje dodaje po łyzeczce ostudzony budyń, gdy już masa
jest taka jak trzeba(zwykle troche budyniu zostaje) dodaje tryskawki rozmrozone
(np 5 sztuk) i puder - musi byc kwaskowate i słodkie zarazem i gotowe. Jeśli
sie zważy to wystarczy dodac ciepłego masła troche i pomiksowac i powinno byc
ok.
Torcik potem do lodówki, acha galaretka na góre musi byc zimna i lekko
tężejąca. Smacznego.
To jest niestety przepis wcale nie szybki ale można robic na raty, np biszkopt
jednego dnia a reszte drugiego. To samo można zrobic kupując gotowe spody
biszkoptowe, tylko ze one są bardzo słodkie wiec mase tzreba mniej posłodzic
wtedy.

Dobra chyba sie juz zmęczyłam tym pisaniem więc miłego weekendu i podzielcie
sie jeszcze jakimis przepisami na obiadki na przykład bo mi juz bokiem wychodzą
moje specjalności kuchni.




Temat: faszysta "dom.bek"..trwa przy sterach mordercy
algOrytm E 258 ..a Roma terra pi a
du Rzym broń i ...Rom
a ...mistyfikacje ..wyłudzenia ..przywłaszczenia ..podobno Koń to
wiedział ...za a nawet przeciw ...siły
rzeczywiste ..inkwizycje .."przepraszam" ..syfiarze manipulanci
reliktowymi lękami ... "władza" alfa ..terror despotyzm ...
np de.bil zimak "nieprzerywać nieprzeszkadzać" ..odpracować ..za
darmo bez nobla ...za emeryture ? ..sorry ..nie ..wiedza
podstawowa ..moje prawo wiedzieć ..t.woje umieć
czytać ...i ..rozumieć .."specjaliści" komuny "trwją" ..by brać jak
w ue "jak niemcy" ..dlaczego nie grecy ? żeby chociarz mostek gretza
umiał narysować ..rozumieć nie muszą... z "kaktusem na rece" pilnują
ziMe.nsa ..kupa szmalu "teraz polskie" .. szykany o 2zł na delegacji
za dużo ..bez nadgodzin .."wypracowali sobie"...a ja sobie wiEdze
cieciu z wiekszą pensją ..od 2003 za aneks polski i wódke taniej
podwyżki ..% 5 ? klawisz... "emeryture wieksza niż
pensje" ...wyjatkowe prawo liczenia z ostatniej
pensji ..extrema ..etat fałszywy ..dodatki 100% ..5 ?.. porcelana
wegiel biuro bad dań ..gasior .bieliny woda iskierniki 5 ? "tam jego
synek ma narzeczona" ..fix działko wa.. 5 ? dieta 258 sad.yzm gelb ?
"niebieskie rurki panienki" ...systemowy pijak z amnezją .."zwalniają
przyjętych po 90r"..i "karnie przenoszonych" .."prawo i rozsadek nie
ida w parze" ..robi alfa "władza" pod siebie..podobno w jakims
państwie emerytury zależne sa od płacy w branży ...na ukrainie
zmniejszyli wszystkim pensje o 50%.. tusk premier kopie szmaciankę
euro najdroższe odkąd jest ..
ul rom antyczna ? "3mnl lat/ufo" .."głos" sadysta 2006 01..3.oo -
5.oo najsłabszy organizm ..fix serce lęki reliktowe ..niemowlaki
bezdech (97rx).."smoczki" azjatów w nocy zabijaja
g.rom nik ..sufit ..tabl elektryka ..g.rzmi ...olb.rzym .."kolosy"
"końskie" kswp pkp skansen "olimpic" 2008 8 8.."sielpia" "pan
zygmunt powiedział".."okrągłe pokoje" piekno zacheca do
pracy"przenies sie wstawie was razem na dyżury" ..dyz przysuchy
piaskownica szklana ul adolf 80 84r 86bl bartosz głowacki "give"
atak na niemowlaki ?ul v-hs .."amerykanie byli" jw "amerykan"
czarne farby schody/zebra "zabiłes ich wszystkich na zebrze" farby
białe rozlane sklepy ..otWoCk czerwone ..świerk ..drzewo..świder..?
replay sielpia 2008 8 8 tel ub z gupa ws niebo szczyka ..występ ubek
sielpia fix zimny elektryk ..pomost jezioro delfin szubienica "on
nie jest taki samobójczy" fix onet pitagoras/papa smerf/mądrala
lammia ..replay sielpia z gupa "zalewaja" ..zakaz fix znak fix
DEK "pohandlować z komendy" wy pa dek ..sielpia ul ka.pielowa ..pj z
gupa "pan zygmunt powiedział" .. niby który ? podkowiński
chu.liga.n .."to twój ojciec" fdix katedra /harcerz /fix kancelaria
cm /"major" "twarz" elektryka pod napięciem ..naprzeciw pzu
fix "spadło" strome schody bez poreczy .. dal.lesisz na
wystepach .."pochandlować" ? "na świEta" ? świAta ..świta ...5.oo ?
.."białe gówno" ..występ ..korytarz... ul. "okręznica prosta" ..dr
trzask ..bakterie antybiotyk ..szum w uszach .. szykany folksdojczów
grawer w 73 ..atak na dom słuchawka w73 ..szara popielata pl.a.styk
..hałas styczni.k sufit... 85 01 01 miecz szyny ..mordercy ataki na
tozsamość ..szum.men "zabije cie ubek" ..agd białe klocki "niemiec"
fix LidEL ..jedzenie wodopój kuchnia 369 ..zółte bloki komin 126p
dieta pod.róż ..sad.yzm..91r głos na wsi "a my tu jeszcze wrócimy"..
fałsz herb busko polsat ..chmielnik .."piwo" alfa pj pornol biuro
ba.dań ..fix tv sat pornol kolory paski pj "paszporty" ..
2005 ubek z gupa za oknem "ona uciekła on chce uciekać" ..pijak
pijacy niemiecka wódkę



Temat: Dojrzalosc.....
:-)))))) Ajajaj, jak ja lubie ten sport :)))))

Ode mnie tez troche smiechu i zegmam sie juz bo mnie transport odjedzie.
Co mowisz? ze bigos i pierogi z kapusta dobre? Zjem, naturalnie, bez mrugania
powiekami. Pomlaskam tylko troszku :)))) Do zobaczenia! Oczywiscie, gdy bede
mial wiecej czasu to wroce tu pryyjemnoscia. Przyjemnosc po mojej stronie,
oczywiscie :))))))
***

Komandos
Chłopak zaciągnął się do komandosów. Po przeszkoleniu, razem z innymi rekrutami
zabrany został na pierwszy skok ze spadochronem. Następnego dnia dostał
przepustkę do domu. Wita się z ojcem, a ten pyta - jak było. - Gdy samolot
osiągnął odpowiednią wysokość, sierżant otworzył drzwi i spytał, kto skoczy na
ochotnika. Skoczyła połowa z nas. - I ty synu? - Jeszcze nie. Wtedy sierżant
zaczął nas po kolei wyrzucać. - I skoczyłeś, synu? - Jeszcze nie. Zostałem sam.
Sierżant próbował mnie wyrzucić, ale ja uczepiłem się drzwi i nie puszczałem.
Wtedy on, a facet ma 2 metry wzrostu i waży 120 kilogramów, wyjął kij
bejsbolowy i wrzasnął: "Albo skoczysz, albo wsadzę ci to w tyłek!". - I wtedy
skoczyłeś? - No, troszkę? Na początku...

Grzechy młodości
Pewien turysta wybrał się na wakacje do Szkocji. Pewnego dnia postanowił
spędzić wieczór w starym pubie w niewielkiej miejscowości. Siadł przy barze i
rozejrzał się dookoła. Niedaleko siedział stary człowiek o pomarszczonej i
smutnej twarzy. Turysta poczuł do? sympatię i postawił mu piwo. Staruszek
wypił, otarł usta i przemówił: - A on widzi tę stodołę tam na wzgórzu? Jam ją
wybudował. Sam narysował plany w mojej piwnicy, sam zwiózł materiał i sam ją
postawił. I co? Myśli może, że nazywają mnie "McDonald Budowniczy"? Nie. I
zapadł w zadumę. Po kilku minutach zaczął znowu. - A widzi to ogrodzenie, tam?
Jam je wybudował. W swojej piwnicy nocami plany rysował, kamienie ciężkie
zwoził i sam postawił. I co, myśli może, że nazywają mnie "McDonald
budowniczy"? Nie. Mija chwila i staruszek zaczyna znów. - A widzi ten most, tam
niedaleko? Jam go wybudował. We własnej piwnicy plany nocą robił, materiał
zwoził i tymi rękami go zbudował. I co, myśli, że nazywają mnie we
wsi "McDonald budowniczy"? Nie, bo wystarczy, że człowieka raz w życiu, w
młodości, słabość najdzie i zabawi się z owieczką?

Desperacja
Do gabinetu dentystycznego wchodzi para. Kobieta już od progu zaczyna mówić: -
Proszę o wyrwanie zęba, bez znieczulenia i to najszybciej jak to tylko możliwe.
Bardzo się spieszę. Dentysta popatrzył na przybyłych: - Jest pani niezwykle
odważną kobietą. Proszę mi pokazać, o który to ząb chodzi? Kobieta odwraca się
w stronę mężczyzny: - Stefan, natychmiast otwórz usta i pokaż panu ten ząb.

Speed king
Do baru wchodzi klient z żółwiem pod pachą. Zwierzątko jest w opłakanym stanie:
popękana skorupa sklejona taśmą, jedna z nóżek owinięta bandażem, opuszczona
smutno główka. Barman patrzy na zwierzę z litością. - Co mu jest? - Wszystko w
porządku. Wygląda może nienajlepiej, ale jest w świetnej formie. Czy pan wie,
że on jest szybszy od psa? Barman patrzy na właściciela żółwia ze zdziwieniem. -
To niemożliwe! - No, to możemy się założyć. Zanim pański pies ruszy swój
tłusty tyłek, mój żółw będzie już przy drzwiach. Barman ustawia psa,
odliczanie, rusza. W tym momencie mężczyzna chwyta swojego żółwia, bierze
potężny zamach i rzuca nim w stronę drzwi. Pies jest w połowie drogi, kiedy
jego konkurent z hukiem ląduje na framudze. - A nie mówiłem, że będzie
pierwszy?

Pora relaksu
Na stację benzynową podjeżdża samochód. Facet obsługujący pompę widzi na tylnym
siedzeniu auta dwa pingwiny. Zaskoczony pyta kierowcę. - Co robią tu te dwa
pingwiny? - Znalazłem je i nie wiem, co z nimi zrobić. Pompowy bez namysłu
odpowiada: - Powinien je pan zawieść do zoo. - O, to doskonały pomysł,
dziękuję! I zadowolony kierowca odjechał. Następnego dnia znów pojawia się na
stacji, a na tylnym siedzeniu jego auta siedzą te same pingwiny. Pracownik
stacji mówi: - Hej, myślałem, że zabrał je pan do zoo. - Zabrałem, zabrałem!
Spędziliśmy wspaniały dzień. Dzisiaj idziemy na plażę.

Macho
Mama, tata i synek wybrali się do cyrku. Gdy na arenie pojawił się sło?, tata
poszedł kupić słodycze. Nagle chłopiec wstaje i wyciągając rękę, krzyczy: -
Mamo, mamo, co to jest? Zaskoczona pytaniem mama odpowiada: - To jest ogon
słonia. Syn jednak wykrzykuje dalej: - Nie! Pod spodem. Zakłopotana mama
odpowiada: - Tooo... nic takiego. Wraca tata, ale zapomniał kupić napojów, więc
idzie po nie mama. Gdy tylko się oddaliła, synek wiesza się ojcu na ramieniu. -
Tato, tato, co to jest? - To jest ogon, synu. - Nie, pod spodem. - To jest
siusiak słonia. Chłopiec chwilę się zastanawia, po czym mówi: - A mama
powiedziała, że to "nic takiego". Ojciec z dumą rozpiera się na fotelu: - No
cóż, synku. Tatuś trochę mamusię rozpuścił.




Temat: Australia - "prawa" Aborygenow!
Prawo do prawa cz. 1
Hallo everyone,

No i prosze. Taki ciekawy temat, tyle mozliwych roznych pogladow, komentarzy i
interpretacji a tu co widze? Tak 60% listow to inwektywy i ostra polemika
osobista nie majaca nic wspolnego z tematem. Doprawdy, czytac polskie fora
dyskusyjne to ciekawy eksperyment. Czy my naprawde nie potrafimy ze soba
rozmawiac?
A teraz do tematu. Dominuja tutaj dwa stanowiska:

1. Zli biali podbili Australie, zabrali Aborygenom ziemie, wytlukli tych, co
sie stawiali a reszte zamkneli do rezerwatow, zabrali im dzieci (stolen
generation) a teraz jeszce pozbawiaja ich praw (jakich?), nie chca tej
ukradzionej ziemi oddac ani nawet ich przeprosic.
2. Przybycie do Australii bialych to same dobrodziejstwa. Aborygeni dostali do
reki mlotki i samochody. Dowiedzieli sie, ze technika nie konczy sie na dzidzie
i bumerangu a instrumenty muzyczne to cos wiecej niz pusta w srodku galaz + dwa
patyki.

Sopr jest troche bezowocny bo obie strony reprezentuja niezle ugruntowane racje
moralne. Dobrze ilustruje je przyklad Pana “Ozpol’a” z tymi marsjanami. Tylko,
azeby oddac sprawiedliwosc rowniez najezdzcom, trzeba ten obraz narysowac tak:

Na Ziemie przylatuja statki kosmiczne marsjanskiej, daleko bardziej miz my
zaawansowanej kulturowo i technicznie rasy. Co do ich celu przybycia nie ma
watpliwosci – podboj i kolonizacja Ziemi w imie Wielkiego Marsjanina majacego
swa siedzibe na szczycie “Wielkiej Gory” - najwyzszej gory w ukladzie
slonecznym. Informuja oni nas zreszta o tym w chwile po wyjsciu ze swoich
pojazdow, ktore ludzkosc bylaby w stanie zbudowac za, powiedzmy, 20 tys. lat.
Oni nas o tym informuja w naszym jezyku bo my nie jestesmy w stanie opanowac
ich jezyka. Moga zreszta troche mowic o wolnosci, sprawiedliwosc i takich tam,
ale ich dalsze dzialania nie pozostawiaja zadnych watpliwosci co do celu
ich “wizyty”. Po prostu zajmuja coraz to wieksze polacie Ziemi a gdy ludzie
probuja im sie przeciwstawic (przy pomocy swoich prymitywnych osiagniec
technicznych np. rakiet zdalnie sterowanych z orbity) to zostaja szybko pobici,
cofnieci do tylu, a ci najagresywniejsi wybici lub zamknieci na wybranym (przez
marsjan) fragmencie Ziemi.
Po opanowaniu calej Ziemi marsjanie przystepuja do gospodarowania. Buduja
miasta jak z bajki, chociaz nam wydaja sie raczej szpetne. Lataja pojazdami
antygrawitacyjnymi lub wrecz teleportuja sie z miejsca na miejsce. Sa wsrod
nich i bydlaki, ktorzy poluja sobie na ludzi dla sportu. Po jakims czasie
jednak marsjanie daja ludziom pewne prawa i co wiecej, pozwalaja uczestniczyc w
swoim zyciu. Jest nam jednak bardzo trudno osiagnac, bo marsjanski jezyk jest
skomplikowany a ich nauka i technika (ktorej oni chca nas uczyc) posluguje sie
pojeciami abstrakcyjnymi wychodzacymi poza zakres naszego rozumienia.
Kazdy z nas chcialby jednak miec pojazd antygrawitacyjny i spedzac weekend
powiedzmy w pierscieniach Saturna a nie na Great Ocean Road. Marsjanie w swoich
sklepach oferuja najnowsze modele pojazdow kosmicznych ale zadaja za nie taka
ilosc marsodolarow, ze bardzo znikomy procent populacji ludzkiej moze sobie na
nie pozwolic. Aby zarobic marsodolary trzeba dla nich pracowac lub oferowac im
na sprzedaz cos, co oni chcialiby miec. Z ta praca dla nich jest raczej krucho.
Trzebaby skonczyc chociaz narsjanski college a to wymaga cierpliwosci i
poswiecenia kilku lat zycia a my chcemy to wszystko (ich domy, pojazdy itd.)
miec juz, teraz! Ukonczenie marsjanskiej szkoly sredniej udaje sie wiec
znikomemu procentowi moldej populacji ludzkiej. Nie mowiac juz o Marsjanskiej
Akademii Naukowo – Technicznej na stoku “Wielkiej Gory”, ktora od momentu
podboju udaje sie zakonczyc tylko jednemu czlowiekowi chociaz marsjanie sami
zachecaja nas do nauki. Wiecej. Po pewnym czasie – powiedzmy 150 lat po
podboju – stwarzaja oni dla nas lepsze (finansowo) warunki do edukacji niz dla
mlodych marsjan.




Temat: Krzyżówka wierszem
Krzyżówka wierszem
Idą święta, czas na jakiś prezent :-).
Wzorem kolegów i ja postanowiłem wrzucić tu coś z mojego autorskiego
archiwum. Jest to krzyżówka, jeśli chodzi o słownictwo, przeciętna, jednak
wyróżnia się określeniami haseł w formie wiersza. Proszę mi wybaczyć pewne
manipulacje na składni językowej, ale w końcu "poecie" więcej wolno ;-).
Podczas układania haseł dużym utrudnieniem jest konieczność zachowania
kolejności tych haseł (cóż to za trudność ułożyć taką jolkę!), często
niemożliwe jest szybkie znalezienie określeń, lecz zawsze (po dowolnie długim
czasie) jakoś można z tego wybrnąć, o czym się przekonałem osobiście.
Niektóre hasła dzięki konieczności wciśnięcia je w rytm i rym uzyskały nawet,
moim zdaniem, status "z przymróżeniem oka" - mam nadzieję, że z pozytywnym
odczuciem dla czytającego. Jak ją rozwiązywać bez diagramu? Wystarczy w
arkuszu kalkulacyjnym narysować pokratkowany obszar o rozmiarach 24 kolumny
na 12 wierszy, stąd łatwo odczytać "zaczepienie" wyrazów. Po zastanowieniu
postanowiłem nie dodawać informacji o długości wyrazów, przecież jesteśmy
prawdziwymi szaradzistami i lubimy utrudnienia. Jest w krzyżówce jeden wyraz
trudniejszy - a znalazł się tam, gdyż była ona tworzona dla ludzi z mojej
branży, chemików - a jest to nazwa gatunku ropy naftowej i również
geograficznie rejonu, z którego jest ona wydobywana - można odnaleźć w
atlasie. A teraz do roboty:

Poziome hasła będą pierwsze,
po jednym haśle w każdym wersie:
1F - co przesądnego gnębi człeka,
1R - a to najsłodszy składnik mleka,
2A - szermierz nią bardzo dobrze włada,
2L - gdy kraj na drugi kraj napada,
3H - już bokser może bić boksera,
3T - kiedy na przełaj się wybierasz,
4A - wtedy do słońca wystaw ciało,
4L - broni używa, choć jest białą,
5H - zwały nieużytecznej skały,
5T - alkohol, kwas reagowały,
6A - część wstępna albo wprowadzenie,
6M - gdy stracisz jakieś swoje mienie,
7G - dostarczy obraz z satelity,
7S - w dygresji czasem znak użyty,
8A - wystaje z jachtu, który pływa,
8M - w zbiornikach rafinerii bywa,
9E - gdy stare kości są łamane,
9Q - fruwa gdzieś ponad oceanem,
10A - ludzi powiezie znów po wiekach,
10M - ptak u nas zimy nie doczeka,
11G - ten, co drugiego chce wybierać,
11S - do zdjęcia oko swe otwiera,
12A - za Odrą takie auto było,
12M - motylek, w marynarce siłą.

A teraz wszystkim daję słowo,
że reszta haseł jest pionowo:
A8 - gdy czarno-białe bywa dziecię,
B1 - w obitym garnku odnajdziecie,
C8 - każdą głębinę może zmierzyć,
D1 - postrachem młodych jest żołnierzy,
E6 - na bucie jeźdźca zobaczycie,
F1 - skalpela każde to użycie,
G7 - przed mocą złą zabezpieczenie,
H1 - tkanina z własnym owłosieniem,
I7 - figura płaska akrobaty,
J1 - nadużywane wciąż cytaty,
K5 - potrzebny zębnym jest otworom,
L1 - w Afryce wielkie to jezioro,
M8 - w pościeli rzucasz się gdy dręczy,
N1 - płonie tam, gdzie się zwykle klęczy,
O8 - dywan, co gdzieś na ścianie zwiśnie,
P1 - odpadkiem ciśniesz w dół, gdzie skiśnie,
Q6 - wołem go z domu nie wyciągnie,
R1 - obok niej wiszą sztuczne ognie,
S7 - od krów i kurek na śniadanie,
T1 - zapewni ci w pociągu spanie,
U7 - szkło oraz ołów w dziurze w ścianie,
V1 - z wojskiem po morzu na pływanie,
W5 - piśmidło długie jak wąż boa,
X1 - być albo nie być, czasem woła.

Przy okazji chciałbym zadać pytanie. Jak reagujecie na próby rymowanek w
tekstach haseł krzyżówek? Bo mnie większość z nich drażni, głównie przez to,
że robi się to bez uzasadnienia (większość tekstu jest prozą), sam rym
(często dysonansowy) bez rytmu to "częstochowszczyzna" i ta część z rymem
często jest jakąś bez sensu "doklejką", która nie ma żadnego związku z resztą
hasła. Brrr...



Temat: Danonino pokazuje świat
Danonino pokazuje świat
kawałek ciekawego artykułu Szczygła, wklejam żeby archiwum gazetowe nie
zeżarło

Maria, matka, Warszawa: - Mimo że wychowuję swoje dzieci świadomie, to
starsza córka (sześć lat) zaczęła przynosić do domu nowe prawdy o życiu.
Sprowadzały się do jednego: szczęście to jest posiadanie przedmiotów, a
nieszczęście to brak dóbr, a przede wszystkim brak gadżetów.

Rok temu moje dziecko stało się w jednej chwili lojalne wobec firmy Danone.
Doprowadziło do tego przedszkole. Przepraszam, ale nie podam nazwiska, bo
nawet, gdy składałam skargę do kuratorium, zapewniono mi anonimowość. Po
prostu starałam się o przyjęcie drugiego dziecka do tego samego przedszkola i
nie mogłam sobie pozwolić na otwartą walkę. I z tym jakoś rodzice mogą
jeszcze sobie poradzić, ale pewnego dnia ona przyszła uzależniona od
konkretnej firmy!

Do przedszkola przyszedł pan przebrany za dinozaura Danonino i opowiadał
dzieciom o zwierzętach na kuli ziemskiej. Dzieci naśladowały głosy tych
zwierząt, a pan pokazywał na wielkiej mapie, gdzie one mieszkają. Oczywiście
ani razu nie padło słowo "serek" czy "jogurt". Każde dziecko dostało atlas i
naklejkę ze zwierzątkiem, aby nakleiło w swoim atlasie. Są tam 24 miejsca do
uzupełnienia, resztę naklejek-danonków dzieci mogły znaleźć na serkach i
jogurtach.

Skompletowanie całości to wydatek minimum 70 złotych. Jeśli oczywiście trafi
się zawsze na właściwą brakującą naklejkę, a nie po raz ósmy na tę samą.

"Kulka" (na forum Gazeta.pl): "Potem dzieci przynoszą naklejki do
przedszkola, wymieniają się, chwalą i o to chodziło firmie. Problem w tym, że
mnie na to nie stać, żeby codziennie kupować dziecku danonki. Mam jeszcze
jedno dziecko, tylko jedna osoba u nas pracuje i wydatek rzędu 4 zł dziennie
na danonki przekracza moje możliwości. Ale firmie o to chodziło, żeby dzieci
naciągały rodziców, bo czasem dla świętego spokoju kupię jej te serki, a tak
bym nawet nie spojrzała. Jestem złaaa!".

Rzeczywiście dinozaur Danonino odwiedził 4,5 tysiąca przedszkoli w Polsce.
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów nie dopatrzył się podstaw do
interwencji. Przeciwko zakazanej w Polsce "ukrytej reklamie" zaprotestował
jednak rzecznik praw dziecka. W rezultacie kuratorium mazowieckie zabroniło
przedszkolom przeprowadzania akcji reklamowych bez zgody rodziców.

- Naprawdę nie trzeba było kupować tych naklejek - przekonuje rzecznik Danone
Magdalena Potocka-Rak. - Dzieci mogły sobie przecież narysować zwierzątka
kredkami.

Do każdej mapy dołączyliśmy list do rodziców, aby w "Podróż dookoła świata"
bawili się razem z dziećmi. Zajęcia w przedszkolach przeprowadzali specjalnie
przesz-koleni studenci pedagogiki. Każdy dyrektor jest jednocześnie
pedagogiem i wcześniej zapoznał się z materiałami.Wszyscy podkreślali, że to
duża atrakcja, wzbogaca program. Mieliśmy tylko pięć zastrzeżeń do programu,
co stanowi jeden promil. Opinie, jakie dostaliśmy, wskazują, że ta forma
zabawy wzbogaciła dzieci.Wcześniej zbadaliśmy w przedszkolach, czego by od
nas oczekiwały.

- I o co prosiły?

- Żebyśmy opowiedzieli dzieciom o świecie.




Temat: czy przyrodnie rodzeństwo odwiedza się???
lideczka_27 napisała:

> Zastanawiam się czasem jak dziewczyny eks podchodzą do tematu. Oczywiście
> relacja „ja – dziecko neksi” nie istnieje.

No w tych kategoriach raczej nie myslalam, czyli ta relacja wlasciwie nie
istnieje dla mnie.

> Ale czy są jakieś myśli „to siostra
> mojego dziecka”, „może gdy mnie już zabraknie oni będą dla siebie
> najbliżsi”

TAk Lideczko mialam dokladnie takie mysli. To ja naciskalam, zeby ex powiedzial
o rodzenstwie. Nexia byla wtedy w 7 miesiacy ciazy. Mlody jezdzil do nich
regularnie od poczatku jej ciazy, ja myslalam, ze ex sie nawrocil, ze teraz
kontakty beda regularne, ze wreszcie cos zrozumial. Stosunki byly bardzo
poprawne, bez cienia wrogosci, zostalam zaproszona przez Next do ich domu, nie
skorzystalam, bo jakos tak mi glupio bylo pakowac sie do nich. Rozmawialysmy o
jej ciazy, o samopoczuciu, tak normalnie po babsku, kilka zdan przy okazji
mojego telefonu z zapytaniem o Mlodego, podczas odwiedzi u nich (bo ja taka
nadopiekuncza jestem ;) I ja myslalam o tym dziecku jak o siostrze Mlodego.
Wierzylam, ze jak kontakty beda juz regularne, to ze beda normalnym
rodzienstwem (prawodpodobnie bedzie to jedyne rodzienstwo Mlodego), ze nawiaze
sie nic porozumienia. Duzo rozmawialam z Mlodym, ze to jego siostra, ze siosty
jeszcze nie ma, ma braci (stryjecznych), ze dziewczynek nie wolno bic, ze
trzeba je kochac. Urodzilo sie dzieko, ja pognalam do slepu i kupilam spiochy z
kaftanikiem. Kiedy zabrali Mlodego, zeby poznal siostrzyczke, Mlody wrocil z
wypiekami na twarzy, zafascynowalany, ciagle gadal o siostrze. Narysowal ja na
religii jako swoja rodzine.
To byly ostatnie odwiedziny mojego dziecka u ojca.
Potem byla sprawa o obnizenie alientow.
A ja czuje sie jak debilka, ze nie domyslilam sie, ze te odwiedziny, to byla
bron do sadu, ze zamieszalam dziecku w glowie, ze ma siostre.
A moje dziecko niedawno zapytalo mnie, czy jak tatus ma nowe dziecko to jego
juz nie potrzebuje.
I co ja mialam odpowiedziec???????????????????????????????

> itd. Może przeoczyłam, ale nigdy nie natrafiłam na wątek na samodzielnych
> typu „nie lubię drania, ale ma córkę, która moja mała kocha i zależy mi
> na kontaktach”,

Nie widzialam takiego watku.

> „czy kupujesz w imieniu swojego dziecka prezent urodzi
> nowy dla
> jego przyrodniego rodzeństwa” itd.?

Mysle, ze kupowalabym, gdyby uklady byly takie jakie byly jak Nexia byla w
ciazy.

> Pamiętam jak kiedyś Pelaga
> wspominała, że kupiła chyba jakiś drobiazg, gdy urodziło się rodzeństwo jej
> synka. To taki miły gest…

Tak sobie tez to wyobrazalam, ze zrobi im sie milo, ze Mlody nie jedzie z
pustymi rekami, ze jak stosunki sa takie mile, to czemu nie. Kurcze ja to chyba
czasem naiwna jestem.

> Wiem, że może czasem niewyobrażalny, gdy relacje są
> okropne,

No teraz miedzy nami relacji nie ma, ale ja wiem, ze gdyby on sobie teraz
przypomnial o dziecku, to te relacje bylyby okropne i moje zachowanie juz nigdy
nie byloby takie jak dawniej. Ja mu po protu juz nigdy nie zaufam, ze tym razem
odwiedziny beda regularne. Bez wyroku sadu dziecka nie dostanie.
Potrafie byc tez wredna, jak juz sie mnie, wybudzi ze stanu sielankowej
naiwnosci.

> ale pięknie jest, gdy ludzie mogą żyć przyjaźnie

Tak zazdroszcze takim zyjacym przyjaznie, bo to bardzo mile uczucie.
Pozdrawiam




Temat: 3po3
Hej!No to OtyŁ (ość).Wydaje się,że problem otyłości jest powiązany z kłopotami
w sferze emocjonalnej,głównie ze stłumionym poczuciem nieszczęścia wynikającym
z przekonania o istnieniu licznych braków i niezaspokojonych potrzeb w
życiu.Ponieważ"niedostatek"paralelnie może prowadzić do głodu i
śmierci,postanawiamy "zadbać" o przetrwanie.Czujesz się pozbawiona opieki i nie
mówisz otwarcie O SWOICH POTRZEBACH,dlatego reagujesz spożywaniem nadmiernej
ilości pokarmów.Podstawowym warunkiem sukcesu w każdej metodzie odchudzania
jest twój własny wysiłek.Poniższe cwiczenie powinno ci pomóc odnalezć
emocjonalne odpowiedniki swojego niezadowolenia z własnej tuszy.Wyobrażenia te
m o ż n a stosować równolegle z innymi metodami odchudzenia lub zupełnie
niezależnie,szczególnie,jeśli wszystkie i n n e s p o s o b y
zawiodły...zaczynamy...ODBICIE W LUSTRZE...jednym z ważnych elementów
odchudzania jest z a c h ow a n i e w p a m i ę c i obrazu osoby,ktorą chcesz
się stać. W y o b r a z sobie swoje szczuplejsze odbicie w lustrze,a potem
wejdz do środka lustra i polącz się z tym obrazem.Zwróć uwagę na
wrażenia,których doznajesz.Wyjdz teraz z lustra,stań znów przed nim i odepchnij
swoje odbicie prawą ręką w prawo.Za każdym razem,kiedy siądziesz do jedzenia
(lub kilka minut wcześniej),przypomnij sobie ten obraz.Być może zechcesz
narysować go i powiesić w widocznym miejscu.Może zabierzesz go ze sobą,jeśli
wyjedziesz z domu na dłuższy czas.Jedno krótkie spojrzenie na swoją
szczuplejszą wersję wystarczy,by umocnić się w postanowieniu.To ćwiczenie do 2
minut.....nastepne ćwiczenie to,nazwa:PRZEBUDOWA CIAŁA,cel:Schudnąć,jak często:
Przez minute,przed k a ż d y m p o s i ł k i e m,w opisanym cyklu.Celem tego
ćwiczenia jest przesunięcie UWAGI z procesu chudnięcia na zmianę kształtu
ciała.Gdy przebudowujesz ciało,zwykle tracisz również na wadze.Narysuj sobie
przede wszystkim obraz samej siebie,zaznaczając,w których miejscach oraz ile
chciałabyś schudnąć.Około pół godziny przed każdym posiłkiem usiądz na krześle
i wyobraz sobie,jak składają się twoje kończyny.Palce rąk i nóg zwijają się do
wnętrza dłoni i stóp,a potem do nadgarstków i kostek:dalej do przedramion i
łokci oraz łydek i kolan:następnie sięgają barków i bioder,aż wreszcie znikają
zwinięte w brzuchu pod przeponą.Wszystko to powinno odbywać się bardzo szybko -
w trakcie jednego wdechu.Przy wydechu zobaczysz szary dym,ktory wydostaje się z
ciebie i unosi się w powietrzu.Wykonajto ćwiczenie trzy razy:zawsze tak
szybko,jak pozwala ci na to długość jednego wdechu....Nastepnie wstań z krzesła
i stań przy ścianie.Zwracając się na północ,stań na palcach i wyciągnij
ramiona.Pózniej zwróć się o jedną czwartą obrotu w prawo,stań na palcach i
wyciągnij swoje prawe ramię.Znów wykonajjedną czwartą obrotu w prawo i sta ń na
palcach,a potem wyciągnij oba ramiona.I jeszcze jedna czwarta obrotu:stań na
palcach i wyciągnij lewe ramię.Powtórz cały proces jeszcze dwukrotnie i wykonuj
to ćwiczenie przez tydzień....W drugim tygodniu kontynuuj ćwiczenia z
pierwszego tygodnia i dodaj jeszcze następujące:gdy usiądziesz przy
posiłku,określ zawartość tego,co będziesz jadła.Potem powiedz swemu ciału,aby
przyjęło tylko to,co mu potrzebne,odrzucając zbędne skladniki.Wykonaj to
ćwiczenie przed każdym posiłkiem w ciągu następnych dwóch tygodni....W trzecim
tygodniu dołącz jeszcze następujące ćwiczenie: mniej więcej pół godziny przed
jedzeniem,po zakończeniu skladania i rozciągania ciała,usiądz na
krześle,zamknij oczy,wykonaj wdech i - w s e n s i e dosłownym - zegnij swoje
ciało wpół,rozciągając nogi i wyciągając przed siebie ramiona.Przy wydechu
wyobraz sobie,jak twoje ramiona i nogi wydłużają się i dotykają jakiejś budowli
odległej o kilka kilometrów.Teraz zrelaksuj się(kilka otwartych oddechów)i
powtórz jeszcze dwukrotnie ostatnią część ćwiczenia....PO 3 tygodniu przerwij
ćwiczenia na 7 dni i zmierz części ciała,które chciałaś zmienić.....Jeśli nie
jesteś zadowolona z wyników,powtórz tę serię przez dwa 21-dniowe cykle. Tyle
razy,ile potrzeba do uzyskania zadawalających rezultatów....'Jestem',masz to
przepisać i wykonywać.Cholera ,długi opis i nuży.Natomiast efekty są.To
ćwiczenia stosowane klinicznie,w medycynie.To wszystko jest proste jak kij od
miotły.Działaj.A tu lepiej,nie zaglądaj za często,bo Cię oblepią jak.......lub
płatki śniegu i zamrożą.Jeżeli ,jeszcze rysujesz,to rysując,spróbuj lewą ręką.A
w ogóle to co dzień 1 rysunek.



Temat: japonistyka
Witaj Aniu

> jak juz wspomnialam jestem w Japonii od ponad 4 lat (maz prawie 5). Mieszkamy
> w Matsue (Shimane-ken) - na Honsiu niedaleko morza japonskiego (na polnoc od
> Hiroshimy).

Aha, wiem.

> Moj Kuba konczyl tu studia, teraz jest w trakcie doktoratu, ktory
> ma zamiar skonczyc w marcu (nie studiuje japonistyki).

Shimane university? A Ty?

> Pewnie wtedy wracamy,
> choc jeszcze nie zdecydowalismy czy do Polski czy jeszcze gdzies pomieszkac.

Pewnie, możecie wrócić na trochę - zwłaszcza jeśli macie do kogo i dla kogo

> Ogolnie lubie Japonie, choc siedzac tu troche czasu widze tez minusy, no i
> poza tym zawsze bedzie sie gajjinem (zagraniczniakiem), bo nie jest sie w
> swoim kraju.

Wiesz, wszędzie tak jest niestety tam może trochę bardziej, bo od razu
rzucasz się w oczy, ale zawsze i wszędzie będzie się obcym.

> Niedawno zastanawialismy sie z Kuba czy nie zdawac egzaminow z japonskiego
> przed powrotem do kraju, zawsze moze sie przydac jakis papier.

Też myślę, że warto. nigdy nie wiesz, co Ci się może przydać.... tym bardziej,
że jeśli faktycznie wyjedziecie, to bardziej sprzyjającej okazji już nie
będziesz miała, nigdy już nie będzie tak łatwo.

> Przegladalam
> ksiazki do ktorych dlugo nie zagladalam, stad to moje zniechecenie (miedzy
> innymi gramatyka), no i zgadzam sie po stokroc ze kanjii trzeba walkowac i
> walkowac, bo szybko uciekaja z glowy, a roznice miedzy znaczkami (na
> egzaminie zwlaszcza) sa bardzo subtelne...

taaaa.... tym bardziej, że i sami Japończycy nie zawsze i nie wszystkie
pamiętają... Nawet mój kumpel z Osaki, który deklaruje się jako pasjonat
japońskiej kaligrafii - często nie potrafił narysować tego czy innego znaczka

a co robisz? pracujesz, uczysz się czy jesteś "przy mężu"?
pytam z praktycznych względów, bo zastanawiam się, czy wyjeżdżając jest szansa
na pracę dla współmałżonka, czy też jest on skazany na siedzenie w domu?

Moi znajomi wyjechali niedawno - ze względu na niego, ale i ona pracuje - wiem,
że formalności były straszne, szczęśliwie jej firma ma swoją siedzibę również
tam, więc po pierwsze od razu miała gdzie pracować a po drugie oni pomogli jej
przebrnąć przez wszystkie formalności... zastanawiam się, czy bez takich
ułatwień jest to możliwe?

> Goraco jest okropnie, skonczyla sie pora deszczowa, slonko grzeje - komu by
> sie chcialo uczyc....

yh, ale to i u nas tak upały jak rzadko - wczoraj słyszałam nawet w tiwi, że
połowę kraju dotknęła susza, specjaliści obawiają się nawet, że w niektórych
miejscach nie będzie żadnych zbiorów

pozdrawiam Cię serdecznie



Temat: brak zgody administracji na usunięcie grzejnika!!!
Gość portalu: a_roman napisał(a):

> Spółdzielnia nigdy się nie zgodzi na całkowity demontaż grzejnika z
> jakiegokolwiek pomieszczenia w budynku wielorodzinnym, ponieważ wpłynęło by
to
> na zwiększenie strat ciepła u sąsiadów z boku, z dołu i góry. Nie ma co
walczyć
>
> w ten sposób.
> Proponuję następujący tryb postępowania:
> 1. Udać sie do administracji i poprosić o dostęp do projektu instalacji
> centralnego ogrzewania. Znaleźć w projekcie swoje pomieszczenie i przepisać
> wielkość strat ciepła, które są napisane przy grzejniku (wielkość podawana w
> "W" lub przy starszych projektach w "kcal/h" oraz obliczeniową temperaturę
> wewnętrzną, która zazwyczaj jest umieszczana na rysunku w kółku.
> 2. Udać się do sklepu instalacyjnego z grzejnikami nowej generacji (np.
PURMO,
> BRUGMAN itp.) i poprosić sprzedawcę, aby dla w.w. parametrów dobrał nam nowy
> grzejnik, taki który nam sie podoba.
> 3. Narysować szkic swojej kuchni z naniesionym nowym grzejnikiem w tym
miejscu
> gdzie chcemy, dołączyć do rysunku podanie i złożyć w administracji - powinna
> sie zgodzić.
>
> A najprostszy sposób to udać sie do hydraulików pracujacych przy
administracji
> i zlecić im prywatnie zamianę grzejnika na nowy w innym miejscu. Stary
grzejnik
>
> wraz z podzielnikiem należy trzymać w domu do czasu najbliższego odczytu
> podzielników - wówczas ekipa zabierze stary podzielnik a nowy zamontuje na
> nowym grzejniku i zaktualizuje jego parametry.

Generalnie to dobry pomysl z zamiana bo na likwidacje nie ma co liczyc, ale
jesli chodzi o demontaz grzejnika z podzielnikiem bez konsultacji ze
spoldzielnia zdecydowanie odradzam. Jesli zrobisz to teraz (tzn. po dokonanych
juz odczytach zuzycia za ostatni sezon) i bedziesz czekac az ekipa przyjdzie za
rok odczytac podzielniki mozesz sie przejechac - nie bedzie ich obchodzilo, ze
Twoj nowy grzejnik byl cala zime 2002/2003 zakrecony i nie oddawal ciepla -
faktycznie moglas grzac nim na calego i z powodu braku podzielnika nic nie bylo
rejestrowane. Zrobia Ci wtedy doszacowanie na podstawie sredniej z innych
pomieszczen lub sasiadow nad/pod Toba lub ewentualnie policza to pomieszczenie
wysoka stawka za metr kwadrat.
Jesli faktycznie nie uzywasz tego grzejnika to duzo przeplacisz.

Zainstaluj nowy grzejnik przed rozpoczeciem sezonu grzewczego i zglos do
spoldzielni by przeniesli Ci podzielnik (byc moze konieczna bedzie wymiana
skali na taka o innej gestosci podzialki). Pamietaj aby nowy grzejnik byl o tej
samej mocy (lub mozliwie zblizonej) a gdybys wymieniala takze zawor
termostatyczny konieczne bedzie dobranie przez projektanta w spoldzielni
nastawy wstepnej czyli tzw. stopnia skryzowania zaworu - szczegolnie jesli to
wysoki blok.



Temat: Siostry z jednego szeregu - czy feministki ....
jak rozmnażają się feministki
wykład z feminizmologii teoretycznej
Szanowni Państwo.
Wielu z Was zadaje sobie pewnie pytanie: "skąd się biorą feministki?". Szukajmy
u źródła! Otóż, dzięki oswiedzinom, jakie złożyłem (uzbroiwszy się uprzednio w
narzędzia analityczne feminizmologii), na stronach "Ośki" mogę spróbować
udzielić odpowiedzi na to kluczowe pytanie. Niestety, wszystkich miłośników
świntuszenia zwabionych tematem wykładu muszę rozczarować. Feministki
rozmnażają się bezpłciowo. Ściśle rzecz biorąc rozmnażają się one w dwóch
etapach. Etap pierwszy - zgoła z feminizmem nie związany - polega co prawda na
rozmnażaniu płciowym (i - ku rozpaczy wielu feministek -wciąż wymaga
współudziału mężczyzny) ale prowadzi on tylko do uzyskania materiału
wyjściowego, czyli kobiety, która feministką jest tylko potencjalnie. Nas
interesuje etap drugi (tym bardziej, że etap pierwszy jest (dosłownie)
stosunkowo dobrze zbadany). Etap drugi sprowadza się do - proszę wybaczyć to
porównanie - zapłodnienia umysłu kobiety ideą feministyczną (to, moim zdaniem,
wyjaśnia zainteresowanie jakie feministki zdają się wykazywać
ekscentryczną "nauką" zwaną memetyką). Oczywiście do takiego ideologicznego
zapładniania umysłów może dochodzić na wiele sposobów. My zwrócimy tutaj uwagę,
na te proponowane mn. przez "Oskę". Otóż, na stronie "Ośki" można znaleźć
adresy takich "centrów zapładniającyc". Np. "Stowarzyszenie na Rzecz
Wielostronnego Rozwoju Kobiet" zwane "Dakini". Kobiety - dzęki "Dakini"-
mogą "podobnie jak Przodkinie spotkać się w Kobiecym Kręgu, mogą "pójść za
głosem własnej historii", nauczyć "języka kolorów, snu i wizji"(by stworzyć
własny wzorzec), "narysować własną mandalę", "spotkać się z własnym ciałem"
(sic!), oraz -uwaga! - "wejść do Ogrodu Czarownicy, by połączyć to co
podzielonie". Wszystko to za 200zł za jedno spotkanie, a spotkań jest 10.
("Daikini" przewiduje też roczny cykl spotkań - 1 w tygodniu - ceny nie
podano). Wypada przyznać, że odwiedziny w "Ogrodzie Czarownicy", i - zwłaszcza-
"połączenie tego co podzielone" (nie wspominając już o innych atrakcjach), za
jedyne 2000 zł jest propozycją niezwykle kuszącą. Z kolei "Ośrodek Rozwoju i
Terapii Tańcem" zaprasza na cykl spotkać poświęconych "Budzeniu Dzikiej
Kobiety", bo każda kobieta marzy przecież, by poczuć się królową, wojowniczką,
czy kapłanką, by poznać swoją moc i energię, i rzecz prosta, by "mieć kontakt
ze swoją transcendentną matką duchową". Na przeszkodzie stoi tutaj "praca, dom,
dzieci i niezadowolony mąż", ale - na szczęście - istnieje Kobiecy Krąg, który
pozwala marzenia spełnić. Zaznaczono, że zajęcia prowadzone są z wykorzystaniem
technik programowania neurolingwistycznego (NLP). Ceny nie podano, ale pewnym
jest, że nawiązanie kontaktu z transcendentalną matką duchową warte jest każdej
ceny. Tak więc rozwiązaliśmy częsc zagadki: feministką można zostać (za pewną
opłatą) między innymi poprzez "połączenie tego co podzielone" oraz "nawiazanie
kontaktu z transcendentną matką duchową", czyli po wypraniu sobie mózgu za
własne pieniądze.
Dziękuję Pastwu za uwagę.




Temat: czy mam mlodego Aspie ?
czy mam mlodego Aspie ?
Jestem mama 17-latka, ktorego dwa pierwsze lata szkoly byly dla nas
obojga pieklem. Wczoraj przypadkowo dowiedzialam sie o ZA i ciesze
sie ze znalazlam to forum. Mam charakter "detektywa" i chcialabym
dowiedziec sie wiecej.

U mojego syna pierwsze objawy pojawily sie w przedszkolu - byl
bardzo niezdyscyplinowany, ale chodzil tam tylko na kilka godzin,
nie socjalizowal sie z innymi dziecmi, odmawial uczestniczenia w
zajeciach grupowych, ale jakos tak chyba nikt nie nadal temu
wlasciwej powagi.

W domu byl grzeczny, posluszny, godzinami czytal encyklopedie,
atlasy, ale lubil tez komiksy (Kaczory Donaldy). Nigdy nie chcial
nic narysowac, ale poniewaz spedzal duzo czasu z babcia, emerytowana
nauczycielka, to byl do tego zmuszany, ale byla to droga przez meke -
licytowal sie o kazda kreske ktora musial postawic. Nie umial
trzymac kredki, olowka i do dzis trzyma strasznie dziwnie. Nie
cierpial wychodzic na dwor, nauka na rowerze trwala latami i nigdy
nie nauczyl sie porzadnie - jak mial jezdzic namowiony przeze mnie
lub dziadka to musialo byc dokladnie ustalone ile okrazen po ulicy
ma przejechac i nie przejechal nigdy ani centymetra dodatkowo. W
szkole pierwsza walka z kolega zdarzyla sie pierwszego dnia i od tej
pory byla codziennoscia. Chodzil po klasie, glosno rozmawial (nie z
kims ale glosno mowil przeszkadzajac w lekcji), wychodzil z klasy.
Na wf-ie odmawial wszelkich cwiczen. Dzieci oczywiscie mu dokuczaly,
co czesto zle sie dla nich konczylo - chlopiec, ktory powiedzial ze
kolezanka jest "narzeczona" mojego syna zostal tak pobity, ze nie
chodzil do szkoly przez tydzien, mimo, ze byl dwa lata starszy i
duzo wiekszy. Moje wywiadowki w szkole trwaly od godziny 17 do 20
lub 21. Syn komunikowal sie w taki sposob: "Mamusiu, a wiesz ze
dinozaury ..............." Pod koniec pierwszej klasy zaprowadzilam
go do psychologa ale on odmawial rozmowy z psychologiem. Zrobiono mu
test na inteligencje i na wszystkie konkretne pytania udzielal
odpowiedzi i rozwiazywal zadania, ale kiedy przychodzily pytania
typu "co to jest przyjazn" odpowiadal: "nie bede o tym rozmawial".
Pani psycholog zaproponowala grupe terapeutyczna, ale czekalismy na
nia chyba z rok. Jego dwuletnia kariera w "normalnej" skonczyla sie
tym, ze mi powiedziano, ze niestety po wakacjach ma juz tam nie
wracac bo jest niebezpieczny dla otoczenia. Z tego, co wiem to kazda
agresja w stosunku do rowiesnikow byla sprowokowana bo on nikogo nie
zaczepial.
Cale szczescie ze Pani Dyrektor zaproponowala zapisanie go do
Oddział Dziennej Terapii Dziecka w Środowisku Samodzielnego
Wojewódzkiego ZPZPOZ na Mokotowie. Tam byl oporny jezeli chodzi o
terapie ale mnie bardzo pomogla moja terapia, oraz uswiadomienie ze
inni rodzice maja czesto nawet trudniej. Przez dwa lata odpoczelismy
oboje od stresu szkolnego, ale ten osrodek konczy sie na IV klasie,
syn wrocil do swojej poprzedniej szkoly i klasy. Bylo o wiele lepiej
ale tez niezbyt wesolo. Dalej nie mial kolegow, wdawal sie w bojki,
przeszkadzal w lekcjach - ale w duzo mniejszym stopniu. Mimo, ze z
wielu przedmiotow mial taka sama wiedze jak nauczyciel, dostawal
troje. Na koniec sie od niego wyzwolili bo nie mieli obowiazku
przyjac go tam do gimnazjum.

W czasie wakacji wyprowadzilismy sie do USA. I tu zdarzyl sie cud.
Nagle skonczyly sie problemy, doceniono jego niesamowita wiedze. Z
wlasnej inicjatywy zapisal sie na zajecia sportowe i jak na kogos
kto nigdy sie nie "ruszal" i mial troje z wf-u radzi sobie
rewelacyjnie, ma kolegow, wymienia sms-y, niby normalnie, ALE DALEJ:
nigdy nie patrzy rozmowcy w oczy, jak go przedstawiam moim znajomym
to jest mi wstyd bo sprawia wrazenie jakby mial to w nosie, na
pytania odpowiada jednym slowem. Ciagle przerywa rozmowy innych
osob, NIGDY nie zainicjowal kontaktu z zadnym rowiesnikiem, ma
kolegow bo spedza duzo czasu w szkole a tutaj dzieci sa bardzo
otwarte i przyjaznie nastawione. Nie umie rozmawiac przez telefon.
Jak dzwonimy do Polski np. zlozyc babci zyczenia to wyglada to tak:
najpierw jest szkolenie, zawsze te same instrukcje, a potem taki
rezultat:
Odbiera dziadek i mimo, ze syn jest uczony ze ma sie przywitac i
zamienic pare slow to zaczyna tak:
"jest babcia ?"
jak podejdzie babcia to bez zadnego wstepu wali:
"wszystkiego najlepszego z okazji urodzin"
i wg niego sprawa jest zakonczona.

Czy moj syn ma ZA ? A jezeli uwazacie, ze tak to czemu z 5 czy 6
psychologow, ktorzy sie na przestrzeni lat nim zajmowali plus 2
psychiatrow nikt tego nie zdiagnozowal ? Generalnie nie
zdiagnozowali niczego konkretnego, nikt mi nigdy nie powiedzial co
mu konkretnie jest. Syn uwaza ze on ZA mial, ale to bylo w
przeszlosci, wg niego teraz juz nie ma i rowniez nie ma problemow z
nawiazywaniem kontaktow chociaz wie, ze sam nigdy pierwszy nie
nawiazal z nikim zadnego kontaktu.

Bede wdzieczna za wszelkie opinie i komentarze.



Temat: POMOCY!!!grafika komputerowa-wszystko co wiecie
Gosc portalu: viki napisal(a):

> ????? proponuje zaczac od podstaw. bo sklad reklam i layoutow to tez dtp

ehh, zeby cos skladac trzeba pierw to narysowac/wyrenderowac itp.. samo
sie zrobi, a moze dobre gnomy zrobia to tobie same bys mogla to wyklikac i
zlozyc do kupy.. a o slynnym tex-ie na ktorym powstaly cale tomy powaznych
publikacji nie slyszalas? darmowy, na wiele systemow i jakos nikt nie
twierdzil, ze do niczego (tylko wymaga wiecej zaangazowania niz
umiejetnosc klikniecia w odpowiednia ikonke)
ale wg ciebie to pewnie tex == darmowy i nie tylko na maca => do niczego :)

> proponuje rowniez zaczac od poczatku. pierwszy okienkowy sytem
> operacyjny powstal na Maca, i pozniej nieudolnie zerzniety przez Gatesa.

oj oj, pierwsze systemy okienkowe wyprzedzaja mac-a o jakies 20lat, wiec
ani on pierwszy, ani najlepszy (chociaz z pewnoscia byl pewnym przelomem).
akurat w domu mam stronke z historia, jak chcesz to podrzuce kiedys linka.
na mac osie i windows swiat sie nie konczy na szczescie

> patrz wyzej - dogodnosci systemu i sprzetu (procesor)

a co to obchodzi grafika jaki proc napedza jego komputer? czy to jakas
roznica dla grafika czy w komputerze siedzi ix86 czy ppc? co z tego, ze
ppc jest wydajniejszy przy mniejszym taktowaniu, skoro szybszy ix86 jest
tak samo wydajny (jak nie bardziej), a przez swoja popularnosc tanszy?
a sys os to juz kwestia gustu, nie ma takiego naj naj, kazdy ma swoje
dobre i zle strony

tanszy != gorszy i darmowy != zly
jasne?

> tak na prawde liczy sie to na co jest zapotrzebowanie. a bieglych w
Gimpie
> nikt nie zatrudni.

a dlaczego nie? umiejetnosci sa bardziej wazne niz znajomosc oprogramowania.
czy tak zawsze jest, ze gdy ktos tobie zleca jakis projekt to go
bardziej obchodzi w czym byl zrobiony, niz wynik koncowy?

> ???? fanatycznie - to piekne slowo, pasujace raczej do rzeszy
fanatycznych
> pecetologow. czy jesli Twoj sasiad zacznie krasc to Ty tez zaczniesz??

ja nie kradne, na swoim komputerze uzywam otwartego i bezplatnego
oprogramowania i jest mi z tym dobrze..
lubie poznawac nowe oprogramowanie, czasem tylko by zobaczyc jak wyglada i
jakie ma mozliwosci. ty tkwisz w przekonaniu, ze to co znasz jest
najlepsze pod sloncem, a gimp (ktorego pewnie na oczy nie widzialas) jest
do niczego.. a moze to jakas paniczna obawa przed nowym?
i wcale mi tu nie chodzi wyjatkowo o jednego gimpa, tylko ogolnie o
programy ktore viki uwaza za jedynie sluszne vs te ktorych nie zna, wiec
musza byc do niczego..

> czy moze sie myle radzac komus najlepsze programy i najlepszy sprzet.

pewnie, ze moze, ale do zabawy w grafike wcale nie potrzeba drogiego
sprzetu i oprogramowania (i ja po prostu przedstawiam 2ga opcje), czy to
tak trudno zrozumiec. krytykujesz pcety i ich sys osy, a za chwile
twierdzisz, ze wszystko co nie jest macopodobne, nie ma macowego systemu i
cpu motoroli nie nadaje sie do grafiki.. i pewnie to nic nie znaczy, ze
taki industrial light and magic czy disney przechodza calkowicie na
otwarte systemy i narzedzia (tak, takie darmowe tez) i jakos potrafia
robic cudowne rzeczy.. pewnie nikt nie bedzie chcial chodzic na filmy
robione darmowym i beznadziejnym oprogramowaniem:)

> moze powinienem powiedziec - pokombinuj czlowieku z imitacja systemu
> operacyjnego i darmowym softem

no wlasnie i moze stwierdzi, ze wcale nie potrzebuje drogiego sprzetu, ba
moze mu sie grafika znudzi.. chyba, ze grafik wg ciebie to ktos kto
potrafi obslugiwac okreslony program i na jakiegos widok jakiegos nowego
zalamuje rece i musi zaraz wracac do szkoly:)

heh:) a dalej to jakbym czytal jakas propagande gatesa albo balmera:)
jezeli cos jest darmowe, to koniecznie musi byc duzo gorsze od czegos za
kupe szmalu




Strona 3 z 3 • Znaleźliśmy 173 postów • 1, 2, 3